
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 522
Data premiery: 7.02.2009r.
Miłość i nienawiść często idą ze sobą w parze –
w końcu los lubi płatać ludziom figle. Chociaż nie tylko im, bo nasza bohaterka
nie jest człowiekiem. Rey-line jest Księżniczką, istotą magiczną, która oprócz zabójczych
umiejętności posiada również bardzo trudny charakter. Przez wypadek, który miał
miejsce w przeszłości jest ścigana przez maga władającego żywiołem wiatru.
Niezdolna do jego zabicia ucieka przed nim, jednak już wkrótce ta dwójka
śmiertelnych wrogów, a zarazem kochanków będzie zmuszona połączyć siły. Granica
niedługo zostanie przełamana przez siły Chaosu, a gdy to się wydarzy, wszyscy
ludzie będą musieli liczyć się z nadejściem końca…
Władcza postać kobiety na okładce oraz
nietypowy opis powieści – to właśnie te dwa elementy zachęciły mnie do
sięgnięcia po tę pozycję. „Jesienne ognie” praktycznie od samego początku
przypominały mi książki napisane przez Olgę Gromyko, zarówno pod względem
przedstawienia opisanej historii, jak i ze względu na główną bohaterkę, która
miała zadziwiająco podobny charakter do W. Rednej. Notoryczne łamanie zakazów,
postępowanie według własnego widzimisię oraz zbytnia szczerość, to nieliczne z
podobnych cech obu tych postaci. Nic więc dziwnego, że z miejsca zapałałam do
tej Rey-line prawdziwą sympatią.
Humor zawarty w tej powieści jest jej
największą zaletą. Pozwala czytelnikowi na całkowite zrelaksowanie i
zapomnienie o własnych troskach, i problemach. Postać głównej bohaterki jest
również bardzo pomocna. Przez swój niewyparzony język cały czas wpada w
tarapaty, które urozmaicają przedstawioną historię, a ich obserwacja sprawia nie
lada przyjemność czytelnikowi, który z trudem może powstrzymać pojawiający się na
twarzy uśmiech.
Użyty przez tę rosyjską pisarkę język jest
prosty, dzięki czemu „Jesienne ognie” czyta się w zadziwiająco szybkim tempie -
zanim się spostrzegłam byłam już w połowie książki. Wyraziści bohaterowie oraz ciekawy
pomysł na fabułę pomagają odbiorcy w kontynuowaniu lektury, zwłaszcza, że jej
akcja jest stosunkowo wolna. Co jakiś czas czytelnik jest świadkiem walk, które stacza nasza bohaterka, jednak nie są one jakoś specjalnie
spektakularne. Ich opisy pozostają sporo do życzenia; brakuje w nich szczegółów,
które nadałyby im realizmu, pozwoliłyby czytelnikowi na ujrzenie ich własnymi oczami.
W „Jesiennych ogniach” czytelnik znajdzie
humor, ciekawą fabułę oraz całą gamę różnorodnych postaci, od elfów, po
jednorożce czy zwykłych ludzi. Obecność tak bogatej ilości gatunków nie
przeszkadza w lekturze. Autorce udało się nie przedobrzyć, dzięki czemu wszystkie
elementy składające się na tę powieść tworzą idealną całość. Waleria Komarowa
napisała dobrą powieść fantastyczną przepełnioną magią i fantastycznymi
istotami. Czytelnik ma możliwość powoli odkrywać historię głównej bohaterki , wraz
z nią poznawać jej przeszłość oraz wydarzenie, które spowodowało utratę pamięci.
Wraz z rozpoczęciem lektury „Jesiennych ogni”
czytelnik staje się towarzyszem, kompanem Rey-line i ma możliwość obserwować
jej losy, a przede wszystkim skomplikowaną relację pomiędzy nią a Kessarem. Trudne,
a zarazem sprzeczne uczucia, które łączą tę dwójkę składają się na wątek
miłosny, który przeplata się pomiędzy opisanymi wydarzeniami. Jest on w gruncie
rzeczy głównym tematem powieści, jednak przez taką ilość niespodzianek, na które natyka
się główna bohaterka, nie sposób odbierać go w ten sposób.
Ten rosyjski twór nie będzie jednak w stanie
zadowolić wymagających czytelników, którzy liczą na coś więcej niż na miłą przygodę
u boku nieprzewidywalnej Księżniczki. W trakcie lektury wielokrotnie odnosiłam
wrażenie, że autorka wykorzystała różne pomysły, wymieszała je
i stworzyła tę oto powieść. Autorka chciała przekazać zbyt wiele i skończyło to się tym, że końcowe
rozdziały doprowadzały mnie do znużenia. Zamiast ekscytacji związanej z
bliskim poznaniem zakończenia czułam jedynie zmęczenie. Dlatego też „Jesienne
ognie” polecam wszystkim tym, którzy lubią zaczytywać się w fantastyce, a
zarazem nie wymagają od lektury tego, aby powaliła ich na kolana.
Moja ocena: 4/6
Myślę, że mimo wszystko przeczytam. Kusi mnie humor zawarty w książce i lubię władcze księżniczki.
OdpowiedzUsuńSzczerze? Kocham tę książkę i należy do moich ulubionych. Widocznie zupełnie inaczej ją odebrałyśmy...
OdpowiedzUsuńGosiarella - przecież nie napisałam, że jest zła. Powiedziałabym, że dobra powieść, chociaż bez rewelacji. :)
OdpowiedzUsuńJakoś niespecjalnie mnie ta książka nie przekonuje, ale... w sumie mogę zaryzykować :)
OdpowiedzUsuńMoze się skuszę:)
OdpowiedzUsuńZaintrygowałaś mnie. Choć nie przepadam za tego typu literaturą, to dopisuję ten tytuł do listy książek do przeczytania ;)
OdpowiedzUsuńNie słyszałam to tej pory o tym tytule. A nie powiem, całkiem ciekawie wygląda :)
OdpowiedzUsuń