środa, 18 grudnia 2013

Zabić twardziela, Hanna Samson

 Kobiety i mężczyźni różnią się od siebie nie tylko pod względem biologicznym, ale także psychicznym, co wiemy z wielu książek, poradników, a nawet filmów, które najczęściej upewniają nas w tym, że kobiety faktycznie pochodzą z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Tłumaczy to nam w dość trafny i przekonujący sposób, dlaczego często jest tak trudno dogadać się z przeciwną płcią. Tej teorii sprzeciwia się jednak Hanna Samson – autorka książki pt. „Zabić twardziela”, która jasno określa swoje stanowisko, podkreślając, że nie istnieją między nami – przedstawicielkami płci pięknej – a przedstawicielami płci brzydkiej, tak duża różnica. 

 „Zabić twardziela” to książka, której celem nie jest skrytykowanie i zniszczenie męskiej populacji, co z pewnością z radością przyjęłyby przede wszystkim feministki. Po jej lekturze czytelniczka nie będzie w stanie stłamsić i podporządkować sobie faceta, nie nauczy się też władać bronią, która pomogłaby jej w pozbyciu się trudnego, czy beznadziejnego przypadku. „Zabić twardziela” nie nauczy też odbiorcy ich języka, który oszczędziłby nerwów, straconych na sprzeczkach i kłótniach, wynikających z niezrozumienia. Pozycja napisana przez Hannę Samson jednak przybliża oraz wyjaśnia zachowania mężczyzn przy wykorzystaniu przykładów z życia codziennego, ale także z kultury, a więc z książek i popularnych filmów.

Jakież to było moje zdziwienie, gdy okazało się, że „Zabić twardziela” nie jest typową publikacją książkową, na którą składa się zwarty tekst napisany (bądź nie) z uwzględnieniem odbiorcy. Pozycja stworzona przez tę autorkę, a zarazem – psycholożkę, ma formę rozmowy jej z poszczególnymi osobami, kojarzącą mi się z wywiadami, publikowanymi na łamach kolorowych magazynów. Krótkie pytanie i dłuższa odpowiedź drugiej strony, która jako przykłady lub materiał interpretacyjno-pomocniczy wykorzystywała na przykład polski film „Mój rower”, czy też poszczególne pozycje książkowe jak „Zniknąć”, „Bogowie w każdym mężczyźnie” itd.

 Większość treści została poświęcona przez autorkę na zaprezentowanie i omówienie poszczególnych typów mężczyzn w kontekście greckich bogów. Pomysł takiego porównania okazał się bardzo ciekawy, chociażby ze względu na fakt, że korzystając z własnej wiedzy, a przede wszystkim z informacji zawartych na łamach tych rozdziałów, faktycznie było się w stanie dostrzec istniejące podobieństwo. Można by to uznać za duży walor merytoryczny, gdyby nie fakt, iż autorka bazowała na książce pt. „Bogowie w każdym mężczyźnie”, a więc przedstawiła wcześniej przeczytane informacje na ten temat tego zagadnienia i interpretowała konkretne zachowania przy wykorzystaniu tej pozycji.

 Publikacja napisana przez Hannę Samson nie jest zbyt odkrywcza, biorąc pod uwagę wykorzystanie treści zawartych już wcześniej w innej pozycji. Taki, a nie inny sposób jej napisania pozwala na przerwanie lektury w dowolnym momencie i powrót do niej bez obaw na utracenie wątku. Na jej łamach zostało omówionych wiele różnych kwestii i problemów, z którymi borykają się zarówno mężczyźni jak i kobiety w dzisiejszych czasach, ale dzięki wykorzystaniu wielu przykładów z życia wziętych ten tekst stał się o wiele przystępniejszy i łatwiejszy w odbiorze.

„Zabić twardziela” jest pozycją, która przybliża czytelnikowi trochę bliżej postać mężczyzny, umożliwiając tym samym lepsze zrozumienie jego skomplikowanej natury. Wyjaśnia z punktu psychologicznego różnice między tymi dwoma płciami, przedstawia  różnego rodzaju sytuacje i modele, które mają miejsce w ich życiu na przykład: problem uzależnień, kryzys wieku średniego, ale także zachowanie kobiet wynikające ze sposobu postępowania partnera czy też ojca. „Zabić twardziela” przywodziło mi jednak na myśl te wszystkie artykuły rozmów ze specjalistami, zawartymi w gazetach dla kobiet, które można z ciekawością przeczytać, ale w gruncie rzeczy zawierają one powielone i w większości wszystkim znane informacje. 
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Liczba stron: 264
Data premiery: 12.09.2013r.

Ocena: 3/6
Elektroniczną wersję książki otrzymałam od portalu TaniaKsiążka.pl, za co serdecznie dziękuję!

sobota, 14 grudnia 2013

Bądź bystry u dentysty, Dorota i Przemysław Stankowscy

 Rynek wydawniczy obfituje w szereg poradników, poczynając od pozycji związanych z samorozwojem, rękodziełem, a kończąc na przykład na tytułach, pomagających odbiorcy odnaleźć się w aktualnych trendach modowych. Tym razem na czytelnika czeka coś zupełnie nowego i nietypowego, mowa bowiem o zębach, dentystach i wszystkich tych (pozornie) przerażających rzeczach, których specjaliści dopuszczają się na pacjentach w imię ich zdrowego i pełnego uzębienia.

 „Bądź bystry u dentysty” to niesamowicie intrygujący projekt, traktujący o jamie ustnej i wszystkim tym, co jest z nią związane, a więc: o odpowiedniej higienie i profilaktyce, najczęstszych dolegliwościach i obawach pacjentów oraz o zabiegach i czynnościach, wykonywanych przez stomatologów. Dzieło Doroty i Przemysława Stankowskich ukazuje ten zawód w zupełnie innym świetle, przybliża czytelnikowi bliżej poszczególne zagadnienia, pokazując, że nie należy obawiać się wizyt w placówkach dentystycznych. Tym samym, niszczy przyjęty przez większą część społeczeństwa obraz stomatologa – sadysty, którego ulubionym narzędziem są obcęgi, a ewentualnie głośne i nieobliczalne wiertło, lubiące uciekać spod kontroli właściciela. 

 Ten niespełna stu czterdziestostronicowy poradnik w przystępny, a przede wszystkim zabawny sposób, prezentuje owe zagadnienie. Jego główną i niezaprzeczalną zaletą jest język, jakim posłużyli się jego twórcy. Jest on bowiem prosty, zrozumiały, a wszechobecny humor pozwala czytelnikowi na kontynuowanie lektury, składającej się z piętnastu rozdziałów, co równa się piętnastu różnym historiom, będących relacją samych autorów lub opowieściami napisanymi z punktu widzenia danych pacjentów. Interesującym rozwiązaniem okazało się zamieszczenie pod koniec każdego rozdziału komentarza z wypunktowanymi informacjami, które są najistotniejsze dla danego zagadnienia. Czytelnik w ten sposób nie tylko zdobywa wartościową wiedzę, ale zostaje także wyczulony i nakierowany na pewne kwestie, które mogą pomóc mu w znalezieniu wiarygodnego oraz odpowiednio wyszkolonego specjalisty.

 Ciekawym urozmaiceniem okazały się rysunki Henryka Sawki, o których czytelnik dowiaduje się już z samej okładki. Dołączone są one do prawie każdego rozdziału i zajmują całą stronę poradnika, dodając w ten sposób książce trochę więcej objętości. Nie zawsze były one związane z prezentowanym w danym rozdziale zagadnieniem, jednak nie można uznać tego za mankament, w przeciwieństwie do często niezbyt wyraźnych kwestii wychodzących z ust poszczególnych postaci. Sprawiało to, że dłuższą chwilę zajmowało mi kontynuowanie lektury, ponieważ niekiedy trzeba było się dwoić i troić, chcąc rozszyfrować dane słowa.

 „Bądź bystry u dentysty” to przyjemny i wiarygodny poradnik, napisany przez kompetentnych autorów, którzy odnoszą sukcesy w dziedzinie stomatologii nie tylko w kraju, ale także na arenie międzynarodowej. Już same wykonanie książki zachęca do sięgnięcia po nią, a po dodaniu wysokiej wartości merytorycznej, przekazanej odbiorcy w przystępny i zabawny sposób, tworzy nam się z tego tytułu warty większej uwagi poradnik, rozwiewający wszelkie obawy na temat zębów. Jak wiadomo, leczenie zniszczonych i zaniedbanych zębów nie należy do najprzyjemniejszych, a przede wszystkim – najtańszych doświadczeń, dlatego tak ważna jest odpowiednia profilaktyka, o której często napomina autorka.
 Czy polecam? Jak najbardziej! Za sprawą „Bądź bystry u dentysty” nie tylko poszerzyłam swoją wiedzę, zapoznając się szerzej z poszczególnymi tematami, ale także ubawiłam się niezmiernie w czasie jej lektury. 
Wydawnictwo: Poligraf
Liczba stron: 140
Data premiery: 05.12.2013r.
Ocena: 6/6
Ksiażkę otrzymałam od autorów, za co serdecznie dziękuję!

piątek, 29 listopada 2013

Uzdrawianie energetyczne, M. Blackburn Losey

 Każdy człowiek posiada własne pole energetyczne, które jest dostrzegane przez niektóre tyko osoby. Popularnie nazywa się je aurą, ukazującą za pomocą koloru obecny stan ducha, emocje i uczucia danej osoby, ale także na przykład jej aktualny stan psychiczny i fizyczny. Doktor Meg Blackburn Losey ma na swoim koncie wiele publikacji m.in. „Niezwykłe dzieci naszych czasów” czy „Tajemną historię świadomości”, jednak za sprawą tego poradnika zapoznaje czytelnika nie tylko z polem energetycznym i sprawą uzdrawiania, ale także z wieloma innymi, często pokrewnymi, tematami.

 „Uzdrawianie energetyczne” składa się z 11 rozdziałów, rozparcelowanych na trzystu czterdziestu dwóch stronach, na których mieszczą się także historie z życia autorki, pomagające zobrazować działalność medium, sposoby uzdrawiania i samo doświadczenie, składające się na tę czynność. Prowadzona przez M. Blackburn Losey we wstępie historia wydaje się tak niesamowita i nierealna, że czytelnik nie ma wyboru – musi kontynuować lekturę. Jest to warunek konieczny, jeżeli chce poznać dalszy rozwój wypadków i dalsze przykłady poznawania przez autorkę swoich nadzwyczajnych umiejętności, uzdrawiania potrzebujących a także walkę z chorobą, która ją zaatakowała.

 W pierwszym rozdziale na odbiorcę czeka niezbyt interesująca cześć, na którą składają się suche teoretycznie zagadnienia, dotyczące między innymi: oceny alternatywnych sposobów leczenia oraz  „świętej” geometrii, która obrazuje doskonały sposób stworzenia świata i działalności świadomości. Po przebrnięciu przez te tematy, czytelnik zostaje zapoznany z elementarną wiedzą, mianowicie z cechami oraz cnotami, jakie powinien posiadać każdy potencjalny uzdrowiciel oraz z podstawowymi informacjami związanymi na przykład z wymaganym odpoczynkiem. Na łamach kolejnych rozdziałów odbiorca dowie się więcej na temat pola energetycznego, w tym także chociażby, w jaki sposób urazy i operacje mają wpływ na naszą aurę.

 Jeden z ciekawszych podrozdziałów dotyczy zagadnienia śmierci, które od wieków budziło zainteresowanie ludzi i inspirowało filozofów do tworzenia kolejnych, coraz to bardziej abstrakcyjnych tez.  Autorka w przekonujący sposób wyjaśniła to zagadnienie, a tym samym uspokoiła odbiorcę i zapewniła, że śmierci nie należy się bać. Poruszyła także kwestię samobójców, którzy zgodnie z niektórymi religiami zostaną skazani na wieczne potępienie lub narodzą się w przyszłym życiu, jako osoby kalekie. Temat bezsprzecznie szalenie ciekawy, chociaż to wszystko opiera się na spekulacjach i walkach z naukowym podejściem, obalającym przeżycia osób, które przeżyły chociażby śmierć kliniczną.

„Uzdrawianie nie zawsze polega na kuracji czy naprawieniu. Czasem po prostu nadchodzi czyjś czas.”*

 W przypadku tematu czakr każdego człowieka autorka wzbogaciła „Uzdrawianie energetyczne” o czarno-białe zdjęcia obrazujące ich rozstawienie pod różnymi kątami. Każda z czakr została dokładnie omówiona, dzięki czemu to zagadnienie jest możliwe do lepszego zrozumienia. Wykorzystany tym samym język autorki jest prosty i łatwo przyswajalny, chociaż nie mogę powiedzieć, aby lektura tej pozycji była od początku do końca interesująca. Zdarzały się podrozdziały ciekawe i mniej ciekawsze, wszystko zależy od osobistych preferencji i zainteresowań czytelnika, a na szczęście w „Uzdrawianiu energetycznym” każdy może znaleźć cos dla siebie ze względu na różnorodność zagadnień.

 Najciekawszy, w moim odczuciu, okazał się rozdział o ciałach eterycznych, a więc między innymi: ciałach astralnych, ciałach mentalnych i duszach. Każde z nich zostało zaopatrzone w charakterystykę oraz opis, a także w dodatkowe informacje na przykład dotyczące opuszczania swojego ciała. Autorka zamieściła w pobliżu tego zagadnienia ćwiczenia, które miałyby prowadzić do przeżycia OBE. Oprócz tego podrozdział dotyczący różnego rodzaju bytów, nie tyko duchów, poltergeistów, ale także tych, o których mało się słyszy, mianowicie: o bytach gnieżdżących się, pasożytniczych i tych „na gapę”, którzy przyczepiają się do pola niczego nieświadomej osoby. Te strony zainteresowały mnie najbardziej, a co za tym idzie – ich przeczytanie poszło mi naprawdę sprawnie, chociaż opowiedziana przez autorkę historia bardzo zmieniła mój sposób odbioru tego tytułu. Wystarczył jeden element - rodem z Gwiezdnych Wojen - aby „Uzdrawianie energetyczne” straciło całą swoją powagę i wywołało trudny do powstrzymania śmiech i niedowierzanie, że osoba tak wykształcona (Meg Blackburn Losey jest doktorem metafizyki) opisuje takie… rzeczy. Niestety, ale po tym fragmencie nie byłam w stanie spojrzeć na ten tytuł tak samo jak wcześniej, a szkoda.


 „Uzdrawianie energetyczne” jest dobrze wykonanym poradnikiem, który odpowiada na wiele pytań i przybliża wiele zagadnień. W jego wnętrzu czekają na odbiorcę opisy doświadczeń Meg Blackburn Losey i osób z jej otoczenia, liczne obrazki i zdjęcia, ułatwiające zrozumienie pewnych kwestii, a przede wszystkim przykłady ćwiczeń, które mają prowadzić do kontrolowania i wykorzystywania własnej energii, ale także na przykład do doświadczenia całkowitej relaksacji czy przeżycia podróży astralnej”. 
Ocena: 3/6
Wydawnictwo: Illuminatio 
Liczba stron: 342
Data premiery: 10.09.2013r.
 Książkę otrzymałam od wydawnictwa Illuminatio, za co serdecznie dziękuję!
*140str.

sobota, 23 listopada 2013

Kąpiąc lwa, Jonathan Carroll

 Jonathan Caroll to amerykański pisarz, którego twórczość jest znana i lubiana przez tysiące (może nawet miliony?) ludzi na całym świecie. W najnowszej napisanej przez niego książce, czytelnik ma okazję obserwować między innymi historię rozpadającego się małżeństwa, które przeżywa niemały kryzys. Wkrótce po ostrej wymianie zmian dzieje się rzecz dziwna i niespotykana - Dean wraz ze swoją żoną, Vanessą, spotykają się w śnie wspólnie z jego biznesowym wspólnikiem, Kasparem, pewnym starszym mężczyzną oraz Jane. Jedna alternatywna rzeczywistość i piątka powiązanych ze sobą ludzi, którzy coś wnoszą do tej historii, a to czarne krzesło, budzące ogromne emocje, a nawet wielką różową słonicę Mubę z wytatuowaną po boku mapą.  Do tego bogatego wora różnorodnych elementów możemy wrzucić dodatkowo przerzutki, walkę Porządku z Chaosem oraz Mechaników, którzy niczym aniołowie bronią porządku we wszechświecie. 

 Poplątanie z pomieszaniem, oto w jaki sposób można w krótki sposób podsumować powieść Jonathana Carroll’a. Autor w jednym momencie zaznajamia czytelnika z historią, rozgrywającą się w rzeczywistym świecie, aby zaraz przenieść całą akcję oraz bohaterów do zupełnie innej rzeczywistości, do świata snu. Wkrótce potem, niczym w karuzeli, akcja ponownie zmienia miejsce, rozgrywając się w przestrzeni, w której nienarodzone dzieci spotykają się ze swoimi rodzicami, chmury przenoszą przedmioty, a naprawiacze, zwani Mechanikami, wykonują swoją pracę, chroniąc niczego nieświadomych śmiertelników przez Chaosem. Dziwne? I to jeszcze jak!

 Pióro, jakim posłużył się Jonathan Carrol, można nazwać specyficznym, ponieważ wykorzystany przez autora język jest z jednej strony prosty, ale jednak pokręcona treść i zastosowanie do jej przedstawienia długich opisów, sprawiają, że „Kąpiąc lwa” nie jest lekturą łatwą. Aby zrozumieć tę historię i dobrze poznać pojawiające się na łamach powieści postacie należy uzbroić się w dużo cierpliwości. Akcja nie należy bowiem do najszybszych, a momentami zdawała się wręcz ciągnąć w nieskończoność. Przez całą lekturę odnosiłam wrażenie, że ten amerykański pisarz za bardzo skupił się na złożeniu, poskręcaniu i wymiętoleniu wszystkich elementów, składających się na tę historię, serwując czytelnikowi trochę wymuszoną (pod względem nietypowości) lekturę.

 Z każdą kolejną stroną czytelnik coraz bardziej wnika i zagłębia się w świat przedstawiony przez autora. Jest on dziwny i nietypowy, jednak pisarz cały czas stara się zaskoczyć jeszcze bardziej czytelnika, serwując mu różnego rodzaju urozmaicenia, bardzo często wypełnione humorem. Jonathan Carroll nie skupił się na szczęście jedynie na zapewnieniu odbiorcy zwariowanego i zabawnego widowiska, przy pomocy poszczególnych postaci zaznajomił go ze światem przedstawionym, a więc między innymi z prawami nim rządzącymi, mechanizmem działania Mechaników oraz przedstawieniem toczącej się nieustannie walki Porządku z Chaosem.

 Ta obszerność merytoryczna treści sprawiła jednak, że zamiast rozrywki i odprężenia, czułam się coraz bardziej przytłoczona i znużona. Na łamach „Kąpiąc lwa” nie pojawiały się wątki, które byłyby w stanie wzbudzić moją większą uwagę, a momenty, o których mogłabym powiedzieć, że mnie zainteresowały i wciągnęły, jestem w stanie wyliczyć na palcach jednej ręki. Co było przyczyną takiego, a nie innego, odbioru przeze mnie powieści? Wydaje mi się, że jest to kwestia przede wszystkim treści i pomysłu. Takie wątki i historie mnie nie przekonują, a elementy oniryzmu niespecjalnie trafiają w mój gust.


 „Kąpiąc lwa” jest powieścią ciekawą i nieprzewidywalną, na łamach której, czytelnik może zapoznać się z interesującymi, choć często fantastycznymi, postaciami. Najnowszą powieść napisaną przez Jonathana Carrola mogę polecić jedynie czytelnikom, którym nie zależy na szybkiej i wartkiej akcji, a na piedestale stawiają niespotykalność i nieprzewidywalność. 
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 318

Data premiery: 9.10.2013r.
Ocena: 3/6
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Rebis, za co serdecznie dziękuję!

niedziela, 17 listopada 2013

Motyl, Lisa Genova

Alice Howland jest naukowcem oraz wykładowczynią psychologii na jednej z renomowanych uczelni. Na swoim koncie ma sporo sukcesów zawodowych, a oprócz tego ma wszystko, o czym marzyłaby pięćdziesięcioletnia kobieta – kochającego męża, dobrze wychowane dzieci, stabilność finansową oraz pracę, która przynosi jej wiele satysfakcji. Można ją bez problemu nazwać kobietą sukcesu, jednak jej szczęśliwe życie kończy się w momencie, gdy słyszy diagnozę: pomimo stosunkowo młodego wieku choruje na Alzheimera. Każdy kolejny dzień staje się dla niej walką, walką ze swoją własną słabością - pamięcią. Alice ma świadomość, że w najbliższej przyszłości nie będzie pamiętała swoich bliskich, zapomni nawet, jak wykonywać podstawowe czynności. W tym celu stworzyła plan o nazwie „Motyl”, który ma uchronić jej bliskich przed ciężarem i kosztami finansowymi, które wiążą się z opieką nad osobą, chorującą na Alzheimera. 


 Powieść napisana przez tę amerykańską pisarkę porywa czytelnika od pierwszej strony i trzyma w swoich objęciach do samego końca, dodatkowo silnie oddziałując na jego uczucia. Historia Alice opowiedziana jest z punktu widzenia głównej bohaterki, dlatego czytelnik ma możliwość lepszego wczucia i zrozumienia sytuacji, w której się znalazła. W ten sposób dane jest mu obserwować wewnętrzne zmagania głównej bohaterki, która zmuszona jest pogodzić się ze swoją chorobą, a także powiadomić swoich najbliższych, znajomych z pracy oraz uczniów o diagnozie i losie, który na nią czeka.  

 Taki sposób prowadzenia akcji sprawia, że czytelnik ma możliwość obserwować rozgrywające się wydarzenia oraz pogarszający się stan Alice z lepszej perspektywy. Autorka, w celu uwiarygodnienia przedstawionych sytuacji, dodawała coraz więcej chaosu na łamy stron powieści. Czytelnik zauważa drobne, choć niezwykle istotne szczegóły, takie jak np., podawanie różnych odpowiedzi na zapisane pytania, coraz gorzej wykonywane polecenia lekarza, nieskładność wypowiedzi, a także gubienie wątków.

 Z każdym kolejnym rozdziałem choroba postępuje, zabierając Alice to, co najważniejsze- część jej samej. Czytelnik, czytając o losach tej szanowanej psycholożki, automatycznie staje się nie tylko obserwatorem jej zmagań z chorobą, ale także towarzyszem, kompanem, który z niepokojem dostrzega powolną, choć istotną zmianę w jej zachowaniu. Z całkowicie niezależnej i pewnej siebie kobiety zamieniła się bowiem w niepewną i zagubioną osobę, która bez pomocy innych nie da sobie rady. Zapominając coraz to nowszych rzeczy z uporem i niezwykłym trudem stara się normalnie funkcjonować i nie zadręczać swoją dolegliwością bliskich, ta wykonywana przez nią syzyfowa praca oddziałuje na emocjonalną część odbiorcy, który ze smutkiem obserwuje dalszy przebieg tej historii, przewidując jej zakończenie.

 Język, jakim posłużyła się Lisa Genova jest prosty oraz lekki, co ułatwia kontynuowanie lektury. Za sprawą niebanalnej i wzruszającej historii przykleja czytelnika do stron, nie pozwalając mu na zrobienie sobie przerwy. Wszystkie pojawiające się w powieści postacie są wyraziste i ich wyobrażenie nie powinno sprawić odbiorcy najmniejszego problemu, jednak to właśnie osoba Alice najbardziej zapada mu w pamięć. Po pewnym czasie nie tylko zaczyna darzyć główną bohaterkę sympatią, ale także odwraca kolejne strony z nadzieją, że choroba jednak się cofnie lub podawane lekarstwo okaże się skuteczne. Zakończenie tej historii może wydawać się przewidywane, jednak autorka w taki sposób manewrowała piórem, budując w odpowiedni sposób napięcie i prowadząc akcję, że czytelnik, tonąc we własnych łzach, nie będzie w stanie przez dłuższą chwilę się otrząsnąć.


 „Motyl” to wspaniała i niezwykle wzruszająca powieść, która za sprawą opisanej historii zapoznaje czytelnika z inną stroną Alzheimera, który kojarzy się przede wszystkim z chorobą, dotykającą osoby w podeszłym wieku. Pomimo tego, że losy Alice są jedynie fikcją literacką, to możliwość zachorowania na tę chorobę w młodszym wieku jest jak najbardziej możliwa. Lisa Genova za sprawą swojego dzieła była w stanie pokazać czytelnikowi jak wygląda życie z punktu widzenia osoby, która staje się coraz bardziej bezsilna w walce z Alzheimerem, a zarazem coraz mniej świadoma popełnianych przez siebie błędów. Czy polecam? Jak najbardziej! Powieść pt. „Moty” zasługuje na większą uwagę każdego czytelnika bez wyjątku, a fakt, iż jest to lektura wartościowa i skłaniająca do refleksji sprawia, że jej przeczytanie jest wręcz wskazane. Polecam!
Ocena: 6/6
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 365
Data premiery: 31.05.2011r.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Twórcza wizualizacja, Richard Webster

 Siła ludzkiego umysłu jest naprawdę ogromna i nieskończona. Świadomość tego mają nie tylko lekarze, ale także nieliczni ludzie, którzy poznali tajemnicę pozytywnego myślenia, osiągając przy jego pomocy sukces i zadowolenie, a przede wszystkim - uczucie spełnienia życiowego. Nasz naród słynie ze zgorzkniałości i pesymizmu, który jest wytłumaczalny zwłaszcza w dzisiejszych czasach, w dobie powiększającego się kryzysu. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby to zmienić. W końcu naszą największą siłą jest niemająca granic siła umysłu. Za jej sprawą ludzie są w stanie pokonywać trudności, spełniać swoje marzenia oraz osiągać wyznaczone przez siebie cele. Siła tkwi w każdym z nas, wystarczy to sobie jedynie uświadomić, a w tym celu niezastąpione mogą okazać się pozycje książkowe, a zwłaszcza jeden z poradników zatytułowany „Twórcza wizualizacja dla początkujących”.  


 Richard Webster w tym niewielkim objętościowo poradniku, bo liczącym niespełna dwieście stron, zawarł wszystkie najistotniejsze i najpotrzebniejsze informacje związane z tematem wizualizacji. Za sprawą „Twórczej wizualizacji dla początkujących” czytelnik pozna techniki odprężenia, będące niezbędnym elementem przy rozpoczęciu spełniania swoich pragnień oraz marzeń. Po przyswojeniu podstawowych oraz niezbędnych informacji, a także po wykonaniu zaproponowanych przez autora ćwiczeń wizualizacyjnych, odbiorca będzie miał możliwość przejść do właściwej części lektury, w której zaznajomi się z zamieszczonymi technikami polepszania swojego życia.

 Najnowszy poradnik napisany przez Richarda Webstera utrzymany jest w podobnej konwencji, jak to miało miejsce w przypadku jego wcześniejszych pozycji, takich jak „Odczytywanie aury” czy „Geomancja”. Wszystkie jak dotąd napisane przez niego poradniki z serii „dla początkujących” są podobne do siebie nie tylko ze względu na część wizualną, ale także na sposób rozmieszczenia poszczególnych rozdziałów. Autor wprowadza czytelnika w temat, wzbogacając swój twór w przeżycia i doświadczenia swoje oraz innych ludzi. Powoli przechodzi do właściwego zagadnienia, wzbogacając go dodatkowymi rozdziałami.  W tym przypadku na czytelnika czekały osobne strony, poświęcone tematowi afirmacji.

 Afirmacje, a więc powtarzane na głos lub w myślach pozytywne zdania, mają na celu przyzwyczajenie do pozytywnego myślenia. Są pierwszym krokiem, który jest w stanie zbliżyć człowieka do zmiany swojego myślenia, a przede wszystkim do zmiany swojego życia. Richard Webster poświęcił jeden rozdział swojej książki na omówienie tego zagadnienia, który jest pośrednio powiązany ze sztuką wizualizacji. Przedstawienie kluczowych informacji oraz podanie przykładów pozytywnych afirmacji w danej kwestii zajęło autorowi kilka stron, a tym samym umożliwiło odbiorcy zaznajomienie się z tym tematem lub przypomnienie posiadanej już wiedzy.

 „Twórcza wizualizacja” napisana przez Richarda Webstera jest dobrym poradnikiem, zawierającym wszystkie najistotniejsze i najbardziej pożądane przez zainteresowaną osobę informacje. Za sprawą tego tytułu czytelnik będzie mógł nie tylko poznać informacje dotyczące twórczej wizualizacji i wpływania na rzeczywistość, otrzyma także wyjaśnienie wpływu działania pozytywnego myślenia na życie każdego z nas oraz zapozna się z różnego rodzaju technikami medytacyjnymi, które przybliżą go do wykonania wyznaczonego przez siebie celu.
Wydawnictwo: Illuminatio
Data premiery: 04.11.2013r.
Liczba stron: 188
Moja ocena: 6/6
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Illuminatio, za co serdecznie dziękuję!

sobota, 2 listopada 2013

Siła trucizny, Maria V. Snyder

 Yelena spędziła ostatnie miesiące w lochach, czekając na swoją egzekucję. Za zabicie człowieka grozi bowiem w Iksji jedyna, a zarazem najwyższa kara – śmierć. Nie jest istotne, że zamordowanie syna jej opiekuna Brazella wynikało z samoobrony. Pewna zbliżającego się końca cierpienia ze spokojem i obojętnością znosiła kolejne baty oraz kopniaki, nie była jednak przygotowana na propozycję, którą otrzymała. W zamian za darowanie jej życia miała pełnić funkcję testerki żywności komendanta aż do czasu, gdy jedna z próbowanych potraw nie okaże się dla niej zabójcza. Yelena uczy się pod okiem Valek’a rozpoznawać poszczególne trucizny, jednak ryzyko otrucia nie jest tak duże jak w przypadku śmierci z rąk jednego z ludzi jej byłego opiekuna, a ojca zamordowanego Reyada, który za jej głowę wyznaczył sporą nagrodę. Każdy kolejny dzień jest więc dla niej jedną wielką niewiadomą, a fakt, że Yelena posiada w sobie również zdolności magiczne sprawia, że grozi jej jeszcze większe niebezpieczeństwo. W Iksji na magów czeka bowiem jedynie śmierć. 

 Język wykorzystany przez Marię V. Snyder jest prosty, dlatego książkę czyta się bardzo szybko. Wpływ na to tempo ma nie tylko pióro autorki, ale także wciągająca historia, na którą składa się spora liczba opisów walk i prób uniknięcia śmierci przez główną bohaterkę – Yelenę. Dobra kreacja pojawiających się w powieści postaci sprawia, że każdy czytelnik bez trudu jest w stanie śledzić akcję oraz ich losy. Są oni na też tyle wyraziści, że poszczególne osoby nie stają się dla odbiorcy obojętne, zwłaszcza Yelena oraz doradca komendanta, a zarazem główny skrytobójca – Valek. Perypetie tej dwójki oraz tworząca się pomiędzy nimi więź zachęcają do kontynuowania lektury i jeszcze szybszego przesuwania wzrokiem po zapisanych stronicach powieści.

 „Siła trucizny” jest początkowo jedną niewiadomą, ponieważ historia losów głównej bohaterki nie jest od razu czytelnikowi znana. Strzępy wspomnień, powód oskarżenia, a także okrutny sposób postępowania wobec uwięzionej Yeleny, dają nam informacje na temat trudności i okropieństw, jakich musiała doświadczyć przed schwytaniem. Z każdym kolejnym rozdziałem jej historia zaczyna nabierać logicznego i spójnego kształtu, który sprawia, że odczuwa się w stosunku do niej jeszcze większą sympatię, a wszystko to z powodu rodzącego się współczucia.

  Autorka w rzeczywisty sposób opisała perypetie Yeleny, która od początku pobytu na dworze musi radzić sobie z różnego rodzaju problemami, a przede wszystkim z nienawiścią pałającą do niej ze strony części służby. Największym mankamentem powieści jest, w mojej opinii, brak opisów dotyczących kreacji świata, rzeczywistości, w której przyszło żyć głównej postaci. Na temat praw, rządzących krajem Iksji, nie wiemy za wiele, ponieważ pisarka ograniczyła się do przedstawienia dwóch głównych zasad. Opis związany z historią ziem też jest stosunkowo ubogi, co dość poważnie utrudnia zbudowanie jego całkowitego obrazu.


 „Siła trucizny” wprowadza czytelnika do zupełnie innego świata, w którym nie brakuje intryg, ryzyka i niebezpieczeństwa. To wszystko osnute jest magicznym klimatem, zapewniającym kilka godzin dobrej i całkowicie pochłaniającej rozrywki. Przyśpieszająca, co jakiś czas, akcja nie pozwala uwolnić się spod wpływu lektury, zachęcając odbiorcę do dalszego czytania. W tym celu pisarka zamieściła w „Sile trucizny” różnego rodzaju urozmaicenia, od zwrotów akcji, opisów walki, po subtelnie wprowadzany i rozwijany wątek miłosny, pełniący jedynie rolę dodatku do właściwej części historii. Powieść napisana przez Marię V. Snyder jest niezobowiązującą lekturą w sam raz na chłodne wieczory, ponieważ zapoznanie się z interesującymi losami Yeleny jest jedynie kwestią czasu. 
Ocena: 5/6
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 380
Data premiery: 23.02.2012r.

poniedziałek, 21 października 2013

Pollyanna, Eleanor H. Porter

 „Pollyanna” jest powieścią, opowiadającą historię tytułowej bohaterki – małej dziewczynki, która niedawno straciła ojca. Sierotę zgodziła się wziąć pod swój dach jej ciotka, a zarazem siostra jej zmarłej matki. Nie zrobiła tego jednak z miłości czy współczucia, na ten gest zdecydowała się, bo „tak trzeba”. Pollyanna po przyjeździe zamieszkuje w dużej posiadłości i stopniowo zdobywa serca coraz to większej rzeszy ludzi, w tym swojej oschłej i surowej ciotki. Swoją czystością i niewinnością, a przede wszystkim pozytywnym nastawieniem do życia, odmienia nie tylko serca osób z najbliższego otoczenia, ale także pozostałych mieszkańców miasteczka. Za jej sprawą, liczba grających w „pozytywne myślenie” rośnie, a w ich życiu pojawia się o wiele więcej radości.

 Powieść napisana przez Eleanor H. Porter jest klasyką gatunku i zapewne nie tylko mi kojarzy się ona przede wszystkim z dzieciństwem. Ta niewinna opowieść porywa czytelnika od pierwszych stron, a za sprawą swojego ponadczasowego przesłania zapisuje się w jego umyśle na długi czas. Pisarka w umiejętny sposób operowała piórem, stopniowo rozbudzając w odbiorcy ciekawość, do czego wykorzystane zostały opisy coraz to ciekawszych perypetii naszej niezwykle żywiołowej i uśmiechniętej bohaterki. Akcja nie jest szybka, co z pewnością można, w przypadku „Pollyanny”, uznać za jej niewątpliwą zaletę. W ten sposób autorka umożliwiła czytelnikowi jak najdłużej czerpać przyjemność z lektury.

 Na „Pollyannę” składa się nie tylko mądra i lekka opowieść, ale także bardzo wyraziste i zdobywające sympatię postacie, a zwłaszcza tytułowa bohaterka – Pollyanna. Za sprawą jej kreacji czytelnik z uśmiechem na twarzy przewraca kolejne strony. Rzadko kiedy w książkach spotyka się tak pozytywne i dobre postacie, a właśnie tego typu bohaterką jest nasza sierota. Odbiorca wyczuwa jej dobrą energię, a przedstawione przez pisarkę przygody tej małej dziewczynki stają się niezapomnianą lekcją dla każdego, bez względu na wiek czy płeć.

 Powieść autorstwa Eleanor H. Porter nie tylko zapewnia kilkugodzinną rozrywkę, przede wszystkim uczy i pokazuje, jak na powrót cieszyć się z małych rzeczy. Za sprawą tej pozycji czytelnik zacznie odczuwać radość i znajdzie w sobie chęci, aby dołączyć do zabawy, praktykowanej przez Pollyannę. Na łamach stron powieści przedstawione zostały różnorodne sytuacje, dlatego oprócz radości czy współczucia, odbiorca będzie też odczuwał wzruszenie, a nawet smutek i niedowierzanie, związane z pewnego rodzaju wydarzeniami.


 „Pollyanna” jest książką magiczną, po którą mogą sięgać zarówno młodsi, jak i starsi czytelnicy. Chociaż w tym roku minęło sto lat od pierwszego wydania, to powieść napisana przez tę amerykańską autorkę nie straciła w sobie ani grama uroku, a jej przekaz jest w dalszym ciągu ponadczasowy.  Muszę na koniec dodać, że wydanie „Pollyanny”, które ukazało się spod nakładu wydawnictwa Egmont, zrobiło na mnie duże wrażenie, a wszystko za sprawą prześlicznej szaty graficznej, na którą składa się okładka powieści.
Ocena: 6/6
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 270

Data premiery: 26.09.2013r.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Egmont, za co serdecznie dziękuję!

niedziela, 20 października 2013

Japoński wachlarz, Joanna Bator

 Japonia jest krajem, który pociąga i intryguje swoją innością i niepowtarzalnością. Od naszego czy też innego europejskiego państwa różni się nie tylko alfabetem, ale także kulturą, zwyczajami, a przede wszystkim – mentalnością ludzi, która nie jest przez nas, Europejczyków, zbyt dobrze rozumiana. Japończycy są bowiem znani m.in. z tego, że są zamknięci na obcych, a to sprawia, że pragnienie poznania ich kultury, a także poznania prawdziwej strony Kraju Kwitnącej Wiśni, staje się tak silne. Joanna Bator nie tylko odbyła podróż do Krainy Wschodzącego Słońca, ale także spisała swoje przeżycia, umożliwiając czytelnikowi wzięcie udziału w tej niezwykłej przygodzie.  

 Autorka „Japońskiego wachlarza” do podzielenia się z odbiorcą swoimi przemyśleniami i obserwacjami wykorzystała prosty i lekki język, wzbogacony sporą dozą humoru. Pióro autorki jest bowiem główną zaletą tej pozycji, ponieważ gwarantuje szybką i przyjemną lekturę. Joanna Bator nie ograniczyła się jedynie do opisania miejsc, które zwiedziła, oraz ludzi, których poznała. W swojej książce zamieściła myśli, które w danym czasie przychodziły jej do głowy, także wiele ciekawostek i informacji związanych z kulturą Japonii. Czytelnik będzie więc miał okazję zapoznać się z wierzeniami, poszczególnymi słowami, a także zwyczajami i manierami Japończyków.
 
 Miłość do tego kraju oraz jego kultury rośnie z roku na rok i jest z mojej strony całkowicie bezwarunkowa. Za sprawą „Japońskiego wachlarza” pragnienie ujrzenia go na własne oczy stało się jeszcze większe. Na wyjazd do Azji nie każdy może sobie pozwolić, a wszystko z powodu wysokich kosztów podróży, jednak dzięki tej pozycji odbiorca ma wrażenie, jakby wspólnie z autorką siedział na pokładzie samolotu, przeszedł odprawę i znalazł się po tej drugiej, orientalnej stronie. Za sprawą swojej książki Joanna Bator pozwoliła czytelnikowi na poczucie klimatu Japonii, obserwację jego mieszkańców oraz spacerowanie po zatłoczonych ulicach, wypełnionych prawie całkowicie Azjatami.

 Ciekawym urozmaiceniem lektury okazały się dołączone do książki zdjęcia, które mają ułatwić wyobrażenie sobie tego miejsca oraz lepsze poznanie kultury i mentalności Japończyków. Zamieszczone obrazy przedstawiają różnego rodzaju widoki: od typowo miejskich po te rajskie, naturalne, jednak z przewagą tych pierwszych. Zdjęcia domów i mieszkań Japończyków, plakatów, samych mieszkańców oraz przedstawicieli danych subkultur sprawiają, że Kraina Wschodzącego Słońca jest jakby bliższa i bardziej zrozumiała dla potencjalnego czytelnika.
 
 „Japoński wachlarz” to niezwykła książka, która zapoznaje odbiorcę z tak fascynującym i pięknym, choć dość tajemniczym krajem, jakim jest Japonia. Joanna Bator pozwala czytelnikowi wspólnie z nią wziąć udział w tej niezwykłej wycieczce, dzieli się z nim swoimi przemyśleniami, odczuciami, a także emocjami, które towarzyszyły jej w tamtym czasie. Napisana przez nią książka jest wyjątkowa, ponieważ ukazuje Kraj Kwitnącej Wiśni z punktu widzenia kompletnie obcej osoby, dlatego polecam ją każdemu miłośnikowi Japonii, któremu marzy się ujrzenie tego kraju na własne oczy.
Ocena: 5/6
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 371
Data premiery: 13.05.2011r.

wtorek, 15 października 2013

Dziedzictwo, C.J. Daugherty

 Allie w dalszym ciągu trudno jest uwierzyć, że jej brat podpalił Akademię Cimerii, narażając życie jej i pozostałych uczniów na niebezpieczeństwo. Z wieloma obawami powróciła więc do murów szkoły, w której kształciła się przez ostatni rok. Jej życie nie tylko uległo ogromnym zmianom, ale w dalszym ciągu się zmienia. Allie została od tego roku szkolnego przypisana do Nocnej Szkoły, w której będzie uczyć się, w jaki sposób walczyć i się bronić, a także odróżniać przyjaciół od wrogów. Nad główną bohaterką wisi bowiem ogromne niebezpieczeństwo, które jest związane z jej pokrewieństwem z Lucindą – wpływową kobietą, mającą niemałe znaczenie na arenie międzynarodowej. Główna bohaterka będzie musiała nie tylko wiele się nauczyć, aby udowodnić swoją wartość, będzie też zmuszona zdecydować, komu tak naprawdę zaufa. 

 Drugi tom napisany przez C.J. Daugherty wciąga czytelnika od pierwszej strony, a wszystko za sprawą szybkiej i wartkiej akcji, która została wykorzystana przez pisarkę już na samym początku lektury. Pomiędzy premierą pierwszej a drugiej części serii, opowiadającej o losach zbuntowanej Allie, minęło kilka miesięcy, jednak odbiorca nie ma najmniejszych problemów z powtórnym wdrożeniem się w przedstawioną historię. Ogromną zaletą pióra autorki jest również to, że nie zamęczała ona czytelnika licznymi opisami, mającymi na celu przypomnienie poszczególnych wątków opisanych w poprzedniej części pt. „Wybrani”. Wszystko zostało dodane w subtelny sposób, który nie drażnił i nie męczył.

 Pojawiające się na łamach stron powieści postacie są już dobrze znane czytelnikowi, który za sprawą tej części poznaje dwóch kolejnych bohaterów, w tym ojca Rachel, odpowiedzialnego za ochronę akademii. Podobnie, jak to miało miejsce w „Wybranych”, ich kreacje są dobre, ponieważ wyraziste i bardzo zróżnicowane. Każdy wnosi do lektury coś innego, jednak to Allie i dwójka zakochanych w niej chłopaków wiodą w tej kwestii prym. Główna bohaterka była w pierwszym tomie przykładem przeciwności, z jednej strony zbuntowana i problemowa, a z drugiej zraniona i szukająca otuchy nastolatka. W „Dziedzictwie” nie mamy już do czynienia z dziewczyną o dwóch osobowościach, jej postać wyostrzyła się, a przede wszystkim – unormowała, zmierzając w jednym, konkretnym kierunku.

 W „Dziedzictwie” nie zabraknie wątku miłosnego, rozpoczętego w pierwszym tomie serii. Autorka nie zrobiła z niego (na szczęście) przewodniego motywu, przez który książka mogłaby przybrać postać młodzieżowego harlequina. Związek między Allie a Carterem zaczyna zmierzać w dobrym kierunku, jednak obecność Sylvain’a wszystko komplikuje, tworząc pomiędzy główną bohaterką a jej chłopakiem spore napięcia. Przedstawione perypetie miłosne nie zachwycają odbiorcy, przywodzą bardziej na myśl trochę wydumane problemy nastolatek, ale nie zmienia to faktu, że obecność tego wątku niesamowicie urozmaica lekturę powieści.


  Książka napisana przez C.J. Daugherty okazała się być dobrą kontynuacją serii, która zdobyła już tysiące fanów na całym świecie. „Dziedzictwo” nie straciło w sobie uroku, obecnego w pierwszym tomie, chociaż jego lektura jest trochę inna, bo dojrzalsza. Allie nie jest już tą samą zagubioną uczennicą, stała się twardsza i rozważniejsza. Drugą część mogę polecić więc z czystym sumieniem wszystkim fanom serii, ponieważ stanowi ona kilkugodzinną odskocznię od rzeczywistości, zapewniającą rozrywkę i odprężenie.
Ocena: 5/6
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 394
Data premiery: 26.09.2013r.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Otwarte, za co serdecznie dziękuję!
.

niedziela, 6 października 2013

Alicja w Krainie Zombi, Gena Showalter

 Alicja w dniu swoich urodzin straciła swoich najbliższych: mamę, ojca oraz ukochaną siostrę. Jej życie zostało całkowicie wywrócone do góry nogami, a liczne wątpliwości związane z tym nieszczęśliwym wypadkiem nie dają jej cały czas spokoju. Po zmianie otoczenia i przeprowadzeniu się do dziadków, Alicja powoli dochodzi do siebie i próbuje zacząć nowe życie w innym mieście, jednak wokół niej zaczyna się dziać coraz więcej dziwnych rzeczy – na niebie pojawia się chmura w kształcie królika, ona sama widzi swoją zmarłą siostrę, a nocami niedaleko jej domu przemykają dziwne postacie. Alicja coraz częściej zaczyna się zastanawiać, czy teorie snute przez jej zmarłego ojca, dotyczące istnienia zombie, były na pewno jedynie jego wymysłem. Już wkrótce będzie miała okazję się o tym przekonać, i to na własnej skórze. 

 Język wykorzystany przez tę amerykańską autorkę jest prosty i przystępny dla współczesnego czytelnika, dlatego lektura „Alicji w Krainie Zombi” jest jedynie kwestią czasu. Za sprawą dokładnych opisów odbiorca jest w stanie z łatwością wyobrazić sobie nie tylko przedstawione miejsca, ale także pojawiające się na łamach stron postacie. Nie wszystkie ich kreacje zostały jednak przez autorkę tak dobrze i wyraziście opisane, jak chociażby, tytułowa Alicja. Znaczna większość zdaje się być jedynie dodatkiem do historii, opowiadającej o losach osieroconej dziewczyny, tłem, w którym znaleźli się z musu.

 Muszę przyznać, że lektura tej przepięknie wydanej powieści nie usatysfakcjonowała mnie całkowicie. Jest to związane przede wszystkim z tym, że po „Alicji w Krainie Zombi” spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Miałam chociażby nadzieję na historię przypominającą nieśmiertelny twór Lewisa Carrolla pt. „Alicja w Krainie Czarów”. Z drugiej jednak strony dobrze się stało, że Gena Showalter nie bazowała całkowicie na wszystkim dobrze znanej książce. Wykazała się w ten sposób nie tylko inicjatywą, ale też kreatywnością i niebanalnym pomysłem. Pisarka z oryginalnego dzieła Lewisa zaczerpnęła jedynie motyw pojawiającego się królika, chociaż i on został przez nią znacznie zmodyfikowany.

 „Alicja w Krainie Zombi” jest typową powieścią młodzieżową, w której nie zabraknie wątku miłosnego, tak lubianego przez większą część czytelników. Okazał się on jednak być – ku mojemu rozczarowaniu - najsłabszym elementem tej pozycji. Autorka nie wykorzystała w stu procentach potencjału swojej historii, a wszystko za sprawą niesamowicie banalnej i mdłej historii miłosnej, rozgrywającej się pomiędzy główną bohaterką – Alicją a Cole’em, chłopakiem, uznawanym za najniebezpieczniejszego w szkole. Już nawet ten typowy schemat można by przeżyć, jednak dodany przez pisarkę motyw przeżywanych wizji, po których główna bohaterka nie może złapać tchu, okazał się być elementem całkowicie niszczącym i skazującym ten wątek na śmieszność.


 Akcja powieści nie zachwyca również swoją szybkością, ponieważ przez większą część lektury jest zdecydowanie wolna. Co jakiś czas przyśpiesza, zmuszając czytelnika do szybszego czytania, jednak nie dzieje się to zbyt często. Ilość pojawiających się na łamach stron opisów walki naszej bohaterki z zombie nie powala, można je właściwie policzyć na palcach jednej ręki, a prawie zawsze kończą się one w ten sam sposób. Historia przedstawiona przez Genę Showalter jest przewidywalna i pozostawia wiele do życzenia, mam jednak nadzieję, że drugi tom, jeżeli się pojawi, zrobi na mnie lepsze wrażenie.  „Alicja w Krainie Zombi” okazała się być typowym paranormalnem dla nastolatek, od którego nie można oczekiwać niczego więcej niż dobrej, kilkugodzinnej odskoczni od rzeczywistości. 
Ocena: 3/6
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 512
Data premiery: 12.09.2013r.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Mira, za co serdecznie dziękuję!

czwartek, 26 września 2013

Numerologia chaldejska, Heather Alicia Lagan

 Numerologia jest sztuką wyjątkową, ponieważ za sprawą odpowiednich liczb jest się w stanie określić charakter danej osoby, a nawet przewidzieć jej przyszłość. Numerologia chaldejska oferuje nam jednak trochę więcej. Stosując ją, nie wykorzystujemy jedynie daty urodzenia, a głównie nasze imię i nazwisko. Jesteśmy w stanie odpowiednio interpretować poszczególne litery, odnajdując w swoich inicjałach, a nawet pseudonimach większy sens z niemałą wartością duchową. 

Według autorki, starożytni Chaldejczycy dostrzegali we wszystkim energię, dlatego zaczęli przypisywać liczbom litery. Zaprezentowany w tej książce system nie należy do najłatwiejszych, zwłaszcza, że za jego sprawą mamy dotrzeć do energii danych liter, aby tego dokonać musimy wniknąć w ich głębię, chcąc poznać wibrację swojej Drogi Życia. Kiedy już odsłonimy sekrety swojego imienia, nazwiska czy daty urodzenia, będziemy mogli poznać więcej informacji na temat tego, jaką drogą mamy podążać i czego powinniśmy się w tym życiu nauczyć.

 „Numerologia chaldejska” jest zgrabnie wydanym poradnikiem, wtajemniczającym czytelnika w sztukę numerologii chaldejskiej. Przyjemna dla oku okładka oraz wytrzymałe i trwałe wykonanie zachęcają czytelnika do lektury, obiecując mu równie dobre przekazanie wiedzy na temat tego systemu numerologicznego. Czy tak było? Niestety, nie do końca. Autorka, co prawda, zaznajomiła nas na początku książki ze swoją fascynacją i licznymi poszukiwaniami informacji, dotyczącymi tego rodzaju numerologii. Dała tym samym znać czytelnikowi, że naprawdę wie, o czym pisze, a „Numerologię chaldejską” można traktować jako wiarygodne źródło informacji, zwłaszcza dla początkujących.

 Co mogę zarzucić tej publikacji? Przede wszystkim podział informacji, który okazał się być po prostu niesprawdzony. Zamiast otrzymać informację na dany temat wraz z odpowiednimi przykładami, jesteśmy zmuszeni cofać się kilka stron do tyłu i wracać do poszczególnych fragmentów. Sprawia to, że obliczenie liczby naszego imienia i nazwiska, ale także daty urodzenia, staje się coraz bardziej męczące, a co za tym idzie – po pewnym czasie przestajemy mieć ochotę na kontynuowanie swojej przygody z tą sztuką numerologiczną.

 Nie będę ukrywać, że numerologia chaldejska w takiej odsłonie mnie nie przekonała, do jej interpretacji potrzeba dużo czasu, a przede wszystkim – chęci. Z każdą kolejną stroną mój zapał słabł, a poznawane przeze mnie informacje nie wydawały mi się aż tak fascynujące. Być może pokładałam zbyt wielkie nadzieję w tej publikacji? Liczyłam na niesamowity system, za sprawą którego będę w stanie wniknąć głębiej w istotę swojego imienia i Droga Życia zostanie chociaż trochę przeze mnie odsłonięta. Tak się jednak nie stało, byłam jedynie rozczarowana.  

 „Numerologia chaldejska” autorstwa Heather Alicii Lagan nie zrobiła na mnie wrażenia, ponieważ okazała się być przeciętną pozycją, traktującą o numerologii. Język autorki jest co prawda lekki, dlatego książkę czyta się szybko i bez większych problemów, jednak wartość merytoryczna poradnika nie zachwyca. Heather Alicia Lagan włożyła wiele trudu, aby zaznajomić czytelnika z tą prawie zapomnianą sztuką, jednak mnie nie zdołała przekonać i zadowolić. Czy polecam? Nie wiem, zachęcam zainteresowane osoby jedynie do samodzielnego przekonania się, czy ten poradnik będzie w stanie sprostać Waszym oczekiwaniom.
Wydawnictwo: Illuminatio
Liczba stron: 326
Data premiery: 01.08.2013r.
Ocena: 3/6

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Illuminatio, za co serdecznie dziękuję!



piątek, 20 września 2013

Ocalić Julię, Suzanne Selfors

Mimi Wallingford nie ma łatwego życia, ponieważ jako prawnuczka sławnej aktorki, a zarazem założycielki teatru, musi być zawsze najlepsza. Od dziecka uczyła się tekstów ról na pamięć, ćwiczyła i dawała z siebie wszystko, aby zachwycić publiczność oraz zadowolić swoją matkę. Sztuka Szekspira, w której przypadła jej rola tytułowej postaci, okazuje się być jednak ponad jej siły. Mimi nie potrafi poradzić sobie z tremą i jeden dość nieprzyjemny incydent, naraża ją na pośmiewisko. Na domiar złego, rolę Romea otrzymał zadufany w sobie idol nastolatek, a jej mama nie potrafi zrozumieć, że Mimi ma inne marzenia, niezwiązane z teatrem. W dniu przedstawienia, za sprawą tajemniczego wisiorka i zamkniętego w nim pyłu, młoda aktorka wraz z Troyem przenosi się do szekspirowskiej Werony, gdzie historia Romea i Julii zaczyna rozgrywać się na ich oczach. 


„Ocalić Julię” jest powieścią skierowaną przede wszystkim do młodzieży, która lubi lekkie i całkowicie niezobowiązujące pozycje. Suzanne Selfors do przedstawienia tej historii wykorzystała prosty, współczesny język, a zawarty na łamach stron humor ułatwia czytelnikowi szybsze czytanie. To przede wszystkim pióro autorki jest główną zaletą tego tytułu, ponieważ potrafiła ona w dobry sposób oddać urok Werony, zapewniając odbiorcy sporą dawkę rozrywki. Nawet dość statyczną akcję trudno uznać za wadę, ponieważ taki sposób jej prowadzenia zdaje się stanowić spójną całość wraz z innymi elementami składającymi się na tę książkę.

Pisarka zainspirowała się twórczością Szekspira, a właściwie jedną jego sztuką, opisującą tragiczną miłość dwojga młodych osób – Romea i Julii. Tworząc fabułę swojej powieści, zaczęła zmieniać oryginalny twór, bawiła się akcją i wykorzystała przewodni motyw, wysyłając swoją główną bohaterkę do Werony. Na czytelnika czeka więc zupełnie inna historia, chociaż wciąż oparta na podobnych schematach. Przewodnią postacią w tej książce jest Mimi, dlatego bohaterka szekspirowskiej sztuki zeszła na drugi plan. Jej kreacja różni się od tej dobrze nam znanej, a fakt, iż wszyscy mieszkańcy Werony posługują się współczesnym językiem oraz robią dość zabawne rzeczy, pełni rolę ciekawego urozmaicenia.

Najbardziej wyrazistą postacią z całej lektury jest Mimi. Targane nią emocje i wątpliwości zostały w bardzo dobry sposób przedstawione przez autorkę. Czytelnik może poczuć jej rozgoryczenie oraz zawód związany z planami niszczonymi przez jej matkę. Z miejsca zapała też do niej sympatią, ponieważ jej zabawne perypetie zapewnią mu rozrywkę na kilka godzin. Inaczej sprawa wygląda w przypadku pozostałych bohaterów pojawiających się na łamach powieści. Nie są oni tak dopracowani i wyraziści, dlatego odbiorca ma wrażenie, że pojawili się dla samej zasady i pełnią funkcję tła dla opisania losów młodej aktorki.

„Ocalić Julię” jest dobrym, choć całkowicie przewidywalnym tworem przenoszącym czytelnika do magicznej Werony, ukazanej w inny niż dotychczas sposób. Zawarty w książce humor bawi i rozśmiesza odbiorcę, dlatego pozostawiający wiele do życzenia wątek miłosny pomiędzy Mili a Troyem nie stanowi dla niego aż tak dużej przeszkody. Do sięgnięcia po ten tytuł mogę więc zachęcić przede wszystkim osoby, które nie mają nic przeciwko wolnym akcjom i chciałyby poświęcić swój wolny czas na lekką i niezobowiązującą lekturę.
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 274
Data premiery: 20.04.2013r.
Ocena: 4/6
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Akapit Press, za pośrednictwem portalu juventum.pl, za co serdecznie dziękuję!

piątek, 13 września 2013

Legion, Elżbieta Cherezińska

 Druga Wojna Światowa pokazała, jak walecznym oraz nieugiętym narodem są Polacy. Pomimo porażek i upadków, prą do przodu jak jeden mąż. Niemałą odwagą wykazali się nie tylko w bitwie pod Westerplatte, ale także pod Wizną, w Oleszycach czy w Osowku. Walczyli do końca, broniąc swoich bliskich, ojczyzny i kultury. Losy Polaków z tamtego okresu postanowiła opisać w swojej powieści Elżbieta Cherezińska, pisarka, dzięki której książkom, historia Polski ożywa i daje się lepiej poznać. 

 Jeden z jej wywiadów zrobił na mnie szczególne wrażenie, poruszona w nim kwestia dotyczyła lepszej znajomości przez nas historii Francji czy Anglii aniżeli Polski. Jest w tym dużo prawdy, zwłaszcza, że serial o Tudorach pt. „Dynastia” zdobył sporą popularność, to samo tyczy się zresztą książek, ponieważ po te, które dotyczą polskich dynastii, mało kto sięga – jedynie pasjonaci historii. Co jest przyczyną tego zjawiska? Przede wszystkim lepsze i ciekawsze przedstawienie losów m.in. Henryka VIII, Elżbiety Wielkiej, Ludwika XVI czy Napoleona. Na szczęście, to zaczyna się powoli zmieniać, nasza historia inspiruje pisarzy do opierania na niej swoich dzieł, czego przykładem jest twórczość Elżbiety Cherezińskiej.

 „Legion” jest powieścią bardzo obszerną, liczącą dokładnie osiemset stron. Na jej kartach zostały przedstawione losy Polaków z Brygady Świętokrzyskiej od początku do samego końca trwania wojny. Te sześć lat, opisanych w najnowszej powieści Elżbiety Cherezińskiej, rzuca czytelnika w różne miejsca i w różne kręgi osób, co początkowo może wzbudzać dezorientację. Akcja „Legionu” jest różnorodna, w jednej części książki porywa czytelnika swoją szybkością, nie daje mu chwili wytchnienia, praktycznie zmuszając go do coraz szybszego czytania, aby w kolejnej zwolnić i pozwolić odbiorcy ze skupieniem obserwować przygotowywanie na przykład akcji konspiracyjnych. Tak samo różnorodni są pojawiający się w powieści bohaterowie, których liczba może być z początku przytłaczająca. Czytelnik w czasie lektury spotka tak wiele postaci, że aż dziw bierze, że każdy będzie w stanie wzbudzić w nim jakieś emocje. Odbiorca ma możliwość także zapoznać się z historią prawdziwych postaci, a za każdym razem autorka zamieszczała skrócony w kilku zdaniach opis danej osoby od Jaxa, po Fenixa, Grzmota czy nawet żonę Stanisława Mikołajczyka – Cecylię.

 Co sprawia, że tę osiemset stronicową książkę pochłania się od pierwszych stron? Przede wszystkim język autorki, który jest lekki, przystępny, a przede wszystkim zawarty jest w nim humor. Elżbieta Cherezińska pisała o poważnych sprawach, jednak ujęła to wszystko w taki sposób, że obecna lekkość nie razi odbiorcy, wręcz przeciwnie, wydaje się jak najbardziej na miejscu. Humor i żarty były szczególnie potrzebne w okresie, gdy wystarczył moment, aby utracić wszystko, począwszy od swego dobytku, po dumę, życie własne czy bliskich.

 „Legion” nie jest kolejną pozycją, wychwalającą wielkie męstwo Polaków, gloryfikującą ich i tworzącą narodowych bohaterów bez skazy. Wręcz przeciwnie, jak mówią słowa okładki – Elżbieta Cherezińska napisała książkę o patriotyzmie bez patosu, o prawdziwych bohaterach bez bohaterszczyzny. Uczestnicy wojny byli jedynie ludźmi, tak jak każdy - posiadali słabości i wady, często uciekali się do podstępów czy nieczystych zagrań, jednak próbując obronić Polskę przed Niemcami i Sowietami, wykazali się nie tylko odwagą, ale też męstwem i prawdziwą miłością do ojczyzny.

 Elżbieta Cherezińska w doskonały sposób przedstawiła naszą historię, dobrze dobrane słowa, szybka i wartka akcja oraz niebanalna fabuła – te wszystkie elementy składają się na „Legion”. Ja zostałam całkowicie porwana w opisaną historię, a początkowo przytłaczający chaos, na który składał się nawał informacji i nazwisk, przestał być z czasem odczuwalny. Dlatego też, do sięgnięcia po najnowszą powieść Elżbiety Cherezińskiej zachęcam gorąco każdego, bez wyjątku. Cena książki może niektórych odstraszać, jednak jest ona jak najbardziej adekwatna do tego, co czytelnik w zamian otrzymuje, i nie mam tu na myśli tylko sporej objętości, ale przede wszystkim niebanalną treść.
 Wydawnictwo: Zysk i S-Ka
Liczba stron: 800
Data premiery: 01.07.2013r.
Ocena: 6/6
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Zysk i S-KA, za co serdecznie dziękuję!


czwartek, 12 września 2013

Warte uwagi nowości książkowe


 Jak wszyscy dobrze wiemy, wczoraj miała miejsce dwunasta rocznica ataku na World Trade Center. To wydarzenie oraz książka wydana przez wydawnictwo Rebis, skłoniły mnie do przygotowania artykułu dotyczącego nowości książkowych, którymi byłabym szczególnie zainteresowana. 
Być może tego typu artykuły będą pojawiać się stale na stronie? Zobaczymy. 

Miraż" (Rebis)

9.11.2001. Fanatyczni chrześcijańscy fundamentaliści z Ameryki Północnej porywają cztery samoloty. Dwa z nich uderzają w bliźniacze wieże w Bagdadzie, który należy do największych miast Zjednoczonych Państw Arabskich, światowego supermocarstwa. W odwecie arabskie władze, wspierane przez perskich i izraelskich sojuszników, ogłaszają wojnę z terroryzmem. Siły koalicji rozpoczynają inwazję na Amerykę i po odniesieniu zwycięstwa wyznaczają Zieloną Strefę w Waszyngtonie. 

2009. Mustafa al-Baghdadi, agent Arabskich Służb Bezpieczeństwa Narodowego, przesłuchuje amerykańskiego zamachowca samobójcę. Więzień utrzymuje, że cały świat jest tylko mirażem – że w rzeczywistości to Ameryka jest supermocarstwem i nie istnieje żaden związek arabskich państw. Inni schwytani terroryści również wygłaszają podobne opinie i niebawem okazuje się, że zagadką mirażu interesuje się wiele wpływowych osób, między innymi gangster Saddam Husajn i bohater wojenny, senator Osama bin Laden...

Totalnie zwala z nóg – w dobrym tego słowa znaczeniu (...) Ruff z zapałem wywraca do góry nogami historię świata, prowokująco ją komentując” Booklist

„Mieszanka niczym z gabinetu luster w wesołym miasteczku, w której H.G.Wells i Graham Greene zderzają się z Opowieściami z tysiąca i jednej nocy orazMatrixem (...) Ruff oszałamia i zadziwia czytelnika swoją pełną fantastyki i fantastyczną opowieścią” BookPage

„Jedna z najodważniejszych powieści inspirowanych tragicznymi zamachami z 11 września” The Seattle Times
__________________________________________________

„Mroczna wieża(Esprit)
Poznaj wyjątkową kolekcję niepublikowanych wcześniej tekstów autora Opowieści z Narnii i wyrusz z nim w nową podróż po fantastycznych krainach!

„Oczywiście – powiedział Orfieu – ten rodzaj podróży w czasie, o którym czyta się w książkach: przenoszenie się w czasie ciałem, jest absolutnie niemożliwy”. 



– Zaczynająca się tymi słowami Mroczna Wieża i inne teksty, które Czytelnik ma przed sobą, to cudem ocalały przed spaleniem zbiór utworów C.S. Lewisa, przygotowanych do druku przez jego sekretarza, Waltera Hoopera.
Mroczna Wieża, którą autor Opowieści z Narnii planował prawdopodobnie jako kontynuację słynnej trylogii międzyplanetarnej, a także inne składające się na ten zbiór opowieści, będą fascynującą lekturą dla czytelników Lewisa. Znajdziemy tu wielkie tematy przewijające się przez całą niemal twórczość pisarza: Czas, Przestrzeń, Pozór i Rzeczywistość… Wszystko to jednak w formie, o której autor wstępu pisze z humorem jako o „dobrej opowieści na wakacje”.
Mroczna Wieża to wspaniała przygoda literacka, prozatorska uczta dla fanów jednego z największych pisarzy XX wieku. Każdy z zawartych w niniejszym tomie tekstów wprowadza nas w świat innej problematyki i bohaterów, a mimo to utwory zawarte w Mrocznej Wieży układają się w spójną mozaikę doskonałej, ambitnej literatury.

                                  __________________________________________________

„Dziedzictwo(Otwarte) - premiera: 25 września 

Seria autorstwa C.J. Daugherty podbiła serca czytelników na całym świecie, w Polsce również zyskała ogromne rzesze wielbicieli. Pierwsza powieść z serii – „Wybrani” – nie schodzi z rankingów najlepiej sprzedających się tytułów i od 21 tygodni jest na liście młodzieżowych bestsellerów Empiku Top 10. 

Zimne kalkulacje i porywy serca.
Wielka polityka i szkolne troski.

Drugi tom bestsellerowej sagi Wybrani zabierze Was ponownie do najbardziej ekskluzywnej szkoły w Wielkiej Brytanii i odkryje jej kolejne sekrety.

Czy Allie pozna wreszcie największą tajemnicę swojego życia i rozwiąże zagadkę Nocnej Szkoły? Kim jest tajemniczy szpieg działający w Akademii Cimmeria? Czy szkoła jest gotowa na kolejny atak Nathaniela?


                            __________________________________________________

„Wiosna w Różanach(Otwarte) - premiera: 25 września

Kontynuacja zachwycającej powieści Droga do Różan.

Zosia Borucka nie mogłaby być bardziej szczęśliwa – odzyskała rodzinny dom i spodziewa się dziecka ukochanego Krzysztofa. Ale okrutny los postanawia z niej zadrwić: odbiera jej wszystko, co najcenniejsze. Zdruzgotana zamyka się w sobie, odsuwa od ludzi.  
Czy troska przyjaciół pomoże jej odzyskać radość życia? A może sprawi to wyjazd do Dalmacji i spotkanie z odnalezionym po latach dziadkiem?

Rozgrzewająca serce opowieść o radościach i smutkach, jakie niesie los, o rodzinie, której każdy z nas potrzebuje, o przyjaźni, która pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile, i o miłości dającej nadzieję na szczęście.
                                                      
                                         __________________________________________________

„Alicja w krainie Zombi"(Mira) - premiera: 25 września

Żałuję, że nie mogę się cofnąć w czasie i postąpić inaczej w wielu sprawach. 

Powiedziałabym swojej siostrze: nie.
Nigdy nie błagałabym matki, by porozmawiała z ojcem.
Zasznurowałabym usta i przełknęła te nienawistne słowa.
Albo chociaż uściskałabym siostrę, mamę i tatę po raz ostatni.
Powiedziałabym, że ich kocham.
Żałuję... tak, żałuję


Jej ojciec miał rację. Potwory istnieją...
By pomścić śmierć rodziny, Alicja musi się nauczyć, jak walczyć z zombi.
Nie spocznie, dopóki nie odeśle każdego żywego trupa z powrotem do grobu. 
Na zawsze.

                                         __________________________________________________

Falling Kingdoms. Upadające królestwa (Mag) - premiera: 23 października

W Mytice już zapomniano o magii, opowiada się o niej tylko w baśniach i legendach. Od stuleci w trzech krainach tego kontynentu panuje pokój, jednak teraz nadchodzą inne czasy. 

Władcy snują plany o swej przyszłej potędze, coraz więcej żądają od poddanych – aż do ofiary krwi. Los czterech bohaterów zostaje na zawsze odmieniony; księżniczka, książę następca tronu, czarodziejka i buntownik są uwikłani w świecie intryg i zdrad, szokujących morderstw, potajemnych sojuszy i niespodziewanej miłości,. 

Pewne jest tylko to, że ktoś przegra. Kto zatriumfuje, gdy wszystko, co znano do tej pory, się skończy?

Co zrobią Obserwatorzy, pilnie śledzący poczynania ludzi i mający nadzieję na odnalezienie dawno zaginionych klejnotów o wielkiej mocy, które ożywią magię na Mytice i przywrócą tym ziemiom szczęście?


środa, 11 września 2013

Malarka słów, Laura Esquivel

 Malinalli została w młodym wieku zaprowadzona przez matkę na targ i tam też sprzedana. Od tamtego momentu zmieniała swoich właścicieli, aż trafiła w ręce dowódcy hiszpańskiej floty – Hernán’a Cortés’a. Siła, niemała inteligencja oraz przede wszystkim jej uroda nie umknęły jego uwadze, dlatego też wkrótce została nie tylko jego kochanką, ale także tłumaczką. Za jej sprawą rdzenni mieszkańcy Meksyku uwierzyli, że przybyli Hiszpanie są wcieleniem prawdziwych bogów, dlatego bez oporu się im poddawali, ułatwiając Europejczykom podbój tego kraju. Malinalli z początku wierzyła, że za sprawą pełnionej funkcji będzie w stanie uratować kulturę swojego ludu, jednak dopiero po czasie zorientowała się jak okrutnym i bezwzględnym człowiekiem jest Cortés. 

 „Jak to możliwe, że pierwszym słowem w języku nahuatl, jakiego zapragnął nauczyć się Cortés, było właśnie słowo „złoto”, a nie „kukurydza”?”*

 „Malarka słów” jest powieścią, która przenosi nas do zupełnie innego świata. Wykreowany przez pisarkę obraz podbojów Azteków przez Hiszpan, nie pozwala oderwać czytelnikowi wzroku znad lektury. Książkę Laury Esquivel porównałabym bez zastanowienia do baśni, ponieważ w jej wnętrzu czeka na czytelnika magiczna treść, wypełniona wierzeniami Indian prekolumbijskich, niepowtarzalnymi opisami przyrody oraz rysunkami, na których widnieją przedstawione sytuacje. Te wszystkie elementy stanowią jedną spójną i niesamowitą całość.

 Poprzednia powieść napisana przez Laurę Esquivel pt. „Przepiórki w płatkach róży” nie wywarła na mnie dobrego wrażenia. Na szczęście, podobnie negatywnych emocji nie odczuwałam w czasie lektury „Malarki słów”, ponieważ styl autorki okazał się być zupełnie inny, przystępniejszy, dzięki czemu książkę czytało się zadziwiająco łatwo, powiedziałabym nawet, że się ją wręcz pochłaniało. Wpływ na taki odbiór treści ma przede wszystkim zupełnie odmienna kreacja głównej bohaterki, która z miejsca zdobywa sympatię odbiorcy. Laura Esquivel wykonała kawał dobrej roboty przy tworzeniu postaci Malinalli, ponieważ udało jej się przedstawić zupełnie odmienną mentalność azteckiej dziewczyny i właśnie za sprawą tej inności, czytelnik zapoznaje się z jej dalszymi losami z rosnącą fascynacją.

 Laura Esquivel do napisania „Malarki słów” posłużyła się wieloma źródłami historycznymi i przy ich dogłębnej analizie była w stanie przedstawić w tak rzeczywisty sposób losy i wybory głównej bohaterki. Postać Malinalli do tej pory wzbudza wiele kontrowersji, zwłaszcza wśród ludności Meksyku. Opinie i oceny jej postępowania są różne, autorka nie chciała być jednak kolejną z wielu ją usprawiedliwiających czy oskarżających. Przy pomocy fikcji literackiej przedstawiła nam jedynie bliżej jej historię, a co za tym idzie – umożliwiła czytelnikowi w zupełnie inny sposób spojrzeć na wybory, których dokonała.

 Historia w szkołach jest na tyle okrojona, że o postaci Malinalli się nie wspomina. Podręczniki ograniczają się jedynie do krótkiej wzmianki na temat Hernán’a Cortés’a i jego ‘osiągnięcia’. Dzięki „Malarce słów” byłam jednak w stanie bliżej zapoznać się z historią podbicia cywilizacji Azteków oraz z niesamowicie intrygującymi wierzeniami tego plemienia. Powieść napisana przez Laurę Esquivel jest bez wątpienia pozycją wartą większej uwagi, dlatego mogę polecić ją każdemu, bez wyjątku.
*208
Ocena: 5/6
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 236

Data premiery: 17.07.2013r.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak, za co serdecznie dziękuję!
Blogger Template by Clairvo