Malinalli została w młodym wieku zaprowadzona
przez matkę na targ i tam też sprzedana. Od tamtego momentu zmieniała swoich
właścicieli, aż trafiła w ręce dowódcy hiszpańskiej floty – Hernán’a Cortés’a.
Siła, niemała inteligencja oraz przede wszystkim jej uroda nie umknęły jego
uwadze, dlatego też wkrótce została nie tylko jego kochanką, ale także
tłumaczką. Za jej sprawą rdzenni mieszkańcy Meksyku uwierzyli, że przybyli
Hiszpanie są wcieleniem prawdziwych bogów, dlatego bez oporu się im poddawali,
ułatwiając Europejczykom podbój tego kraju. Malinalli z początku wierzyła, że
za sprawą pełnionej funkcji będzie w stanie uratować kulturę swojego ludu,
jednak dopiero po czasie zorientowała się jak okrutnym i bezwzględnym człowiekiem
jest Cortés.
„Jak to możliwe, że pierwszym słowem w języku nahuatl, jakiego zapragnął nauczyć się Cortés, było właśnie słowo „złoto”, a nie „kukurydza”?”*
„Malarka słów” jest powieścią, która przenosi nas do zupełnie innego świata. Wykreowany przez pisarkę obraz podbojów Azteków przez Hiszpan, nie pozwala oderwać czytelnikowi wzroku znad lektury. Książkę Laury Esquivel porównałabym bez zastanowienia do baśni, ponieważ w jej wnętrzu czeka na czytelnika magiczna treść, wypełniona wierzeniami Indian prekolumbijskich, niepowtarzalnymi opisami przyrody oraz rysunkami, na których widnieją przedstawione sytuacje. Te wszystkie elementy stanowią jedną spójną i niesamowitą całość.
Poprzednia powieść napisana przez Laurę
Esquivel pt. „Przepiórki w płatkach róży” nie wywarła na mnie dobrego wrażenia.
Na szczęście, podobnie negatywnych emocji nie odczuwałam w czasie lektury „Malarki
słów”, ponieważ styl autorki okazał się być zupełnie inny, przystępniejszy,
dzięki czemu książkę czytało się zadziwiająco łatwo, powiedziałabym nawet, że się
ją wręcz pochłaniało. Wpływ na taki odbiór treści ma przede wszystkim zupełnie
odmienna kreacja głównej bohaterki, która z miejsca zdobywa sympatię odbiorcy.
Laura Esquivel wykonała kawał dobrej roboty przy tworzeniu postaci Malinalli, ponieważ
udało jej się przedstawić zupełnie odmienną mentalność azteckiej dziewczyny i
właśnie za sprawą tej inności, czytelnik zapoznaje się z jej dalszymi losami z
rosnącą fascynacją.
Laura Esquivel do napisania „Malarki słów”
posłużyła się wieloma źródłami historycznymi i przy ich dogłębnej analizie była
w stanie przedstawić w tak rzeczywisty sposób losy i wybory głównej bohaterki.
Postać Malinalli do tej pory wzbudza wiele kontrowersji, zwłaszcza wśród ludności
Meksyku. Opinie i oceny jej postępowania są
różne, autorka nie chciała być jednak kolejną z wielu ją usprawiedliwiających
czy oskarżających. Przy pomocy fikcji literackiej przedstawiła nam jedynie bliżej
jej historię, a co za tym idzie – umożliwiła czytelnikowi w zupełnie inny
sposób spojrzeć na wybory, których dokonała.
Historia w szkołach jest na tyle okrojona, że
o postaci Malinalli się nie wspomina. Podręczniki ograniczają się jedynie do krótkiej
wzmianki na temat Hernán’a Cortés’a i jego ‘osiągnięcia’. Dzięki „Malarce
słów” byłam jednak w stanie bliżej zapoznać się z historią podbicia cywilizacji
Azteków oraz z niesamowicie intrygującymi wierzeniami tego plemienia. Powieść
napisana przez Laurę Esquivel jest bez wątpienia pozycją wartą większej uwagi,
dlatego mogę polecić ją każdemu, bez wyjątku.
*208
Ocena: 5/6
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 236
Data premiery: 17.07.2013r.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak, za co serdecznie dziękuję!