niedziela, 27 marca 2011

Przeczytaj dziś, zanim nadejdzie Jutro - akcja wydawnictwa Znak



Ostanie badania czytelnictwa potwierdzają tezę, że Polacy przestają czytać. Szkoła – najbardziej naturalne miejsce – nie wyrabia nawyków czytelniczychco trzeci uczeń i student nie sięgnął w ubiegłym roku po książkę.

Musimy to zmienić! Znak, jako wydawnictwo gromadzące wokół siebie środowisko wybitnych pisarzy, filozofów i naukowców, czuje się szczególnie zobowiązany do promocji kultury czytania. Dlatego przed zbliżającym się Światowym Dniem Książki rozpoczniemy akcję wspierającą czytelnictwo wśród młodzieży Przeczytaj dziś, zanim nadejdzie Jutro.

Zainspirowały nas działania, jakie przeprowadzono w Szwecji w ramach Läsrörelsen [Ruch Czytelnictwa]. Jego twórcy uznali, że wysoki poziom kultury czytania jest niezbędnym warunkiem istnienia demokracji. Początkowo była to inicjatywa intelektualistów i edukatorów, jednak z czasem akcja nabrała rozpędu i włączyły się w nią kolejne instytucje, ministerstwa i rząd Szwecji.
W trakcie projektu uruchomiono ponad 120 programów, w tym Ge dina barn ett språk, czyli Dajmy dzieciom język.
Dzieci i młodzież poproszono o wybranie książek, które mają największe szanse, by zachęcić ich rówieśników do czytania. Jutro Johna Marsdena znalazła się w tym zestawieniu jako jedyna książka spoza Szwecji. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się rozpocząć akcję w momencie wydania tej książki w Polsce.
Akcję przeprowadzono także w miejscach niekojarzonych dotąd z czytaniem – wybrane tytuły były między innymi dołączane w McDonald's do zestawów Happy Meal. Łącznie rozdano 1,2 mln egzemplarzy książek.

Przedstawiliśmy nasz projekt uczniom i nauczycielom. Rozmawialiśmy z młodzieżą o tym, co podoba im się w książkach. Dyskutowaliśmy z pedagogami o tym, jak mogą wykorzystać Jutro do rozmowy o uniwersalnych wartościach. Chcemy pokazać, że można o tych wartościach mówić współczesnym, przystępnym językiem. Że lektury szkolne nie muszą być nudne, a czytanie może być po prostu fajne.
W wyniku współpracy z dr Gabrielą Olszowską, recenzentką ministerialną i dyrektor krakowskiego gimnazjum, powstał szereg materiałów dydaktycznych ułatwiających przeprowadzenie lekcji [m.in. z języka polskiego, języka angielskiego, wiedzy o społeczeństwie].
W ramach akcji chcemy przekazać każdemu gimnazjum i szkole ponadgimnazjalnej zestaw materiałów edukacyjnych, egzemplarz  powieści Johna Marsdena Jutro oraz materiały informujące o konkursie dla uczniów – przesłane materiały stanowić będą komplet narzędzi potrzebnych do przeprowadzenia lekcji.
Kontaktujemy się już ze szkołami, które bezpośrednio zapraszamy do wzięcia udziału akcji – skontaktowaliśmy się już z ponad dwoma tysiącami gimnazjów.

Wszystkie osoby, które chciałyby zgłosić swoją szkołę do udziału w akcji, prosimy o kontakt mailowy: jutro@znak.com.pl
Wkrótce ruszy również oficjalna strona www.seriajutro.pl 

*** 
Myślę, że tego typu akcja jest bardzo dobrym pomysłem, który może się skończyć sukcesem (taką mam przynajmniej nadzieję). Skoro szkoły ponadgimnazjalne również mogą brać udział, to moje liceum jak najbardziej wkręcę do tej akcji. Mam nadzieję, że Wy również :)
Dalsza część recenzji

czwartek, 24 marca 2011

Wyspa kanibali, Nicolas Werth

Wydawnictwo: Znak
Data premiery: 23.03.2011r.
Ilość stron: 292

 Nocolas Werh  jest francuskim historykiem, który bada losy Związku Radzieckiego. Jego drugą, najnowszą książką jest „Wyspa kanibali”, która odkrywa szokującą zbrodnię Stalina. Dzięki tej książce, świat jest w stanie poznać prawdę o latach 30 XX wieku, gdy na terenach Związku Radzieckiego, rządy sprawował Stalin.

 „Wyspa kanibali” jest dokumentem, który opisuje losy milionów ludzi wysłanych na wyspę Nazino nad rzeką Ob. Były to tzw., „elementy zdeklasowane”, które nie zostały odpowiednio wyposażone. Wkrótce zaczęło na wyspie brakować jedzenia, a jak wiadomo – człowiek musi coś jeść, z tego też powodu, wkrótce wyspa przekształciła się w wyspę kanibali, na której dochodziło do straszliwych aktów przemocy ze spożywaniem ludzkiego mięsa w tle.

„Złapali ją, przywiązali do topoli, obcięli jej piersi, uda, wszystko, co da się zjeść, wszystko, wszystko… Byli głodni, każdy musi jeść. Kiedy Kostia wrócił, ona jeszcze żyła. Chciał ją ratować, ale się wykrwawiła, umarła”.

 Ta książka nie jest powieścią! Jest dokumentem, napisanym językiem popularnonaukowym, więc nie każdemu przypadnie do gustu. Na początku czytamy relację starej chłopki z ludu Ostiaków, która była obserwatorem zdarzeń na tej nieszczęsnej wyspie (cytat powyżej, to jej słowa). Widziała mnóstwo nieżyjących ciał i mordujących się wzajemnie ludzi. W późniejszych rozdziałach, autor opisuje od początku wydarzenia, które spowodowały, że ludzie znaleźli się w takim, a nie innym miejscu. Informacje o danych zdarzeniach, wzbogacają zeznania świadków oraz różnego rodzaju raporty, dokładne daty i zachowania poszczególnych osób, sprawujących władzę w państwie. 

 „Wyspa kanibali”, prócz czysto historycznych faktów, ukazuje potencjalnemu człowiekowi jak wyglądało myślenie ludzi w tamtych czasach, w jaki sposób funkcjonowała władza, która nie zważała na potrzeby mieszkańców. Mając na myśli jedynie swoje dobro, nie przejmowali się liczną ilością zgonów, epidemiami i różnego rodzaju zbrodniami. Czy tak powinni zachowywać się przedstawiciele władzy? Jak mogli pozwolić, aby deportowani ludzie, stracili resztki człowieczeństwa i byli w stanie się wzajemnie zjadać?

 Ta książka nie jest pozycją łatwą. Szczerze mówiąc, nużyła mnie i nie czułam się dostatecznie gotowa na jej czytanie. Mimo młodego wieku i dość ograniczonego spojrzenia na świat, ta książka wzbudziła we mnie niesamowity smutek pomieszany z oburzeniem. Rozumiem, że w latach 30, ludzie posiadali niewielką wiedzę na temat wielu aspektów życia, jednak żeby aż tak? Każdy człowiek musi jeść i posiadać odpowiednie przedmioty, które pozwolą mu przetrwać, jednak władze ZSRR się tym nie interesowały i pozwalały ludziom umierać, nie udzielając im odpowiedniej pomocy. Najbardziej przerażający jest fakt, że osoby wyżej stojące, sądziły, że wszystko jest w najlepszym porządku, jednak wkrótce zrozumieli, że nie wszystko idzie zgodnie z planem.

 Książkę polecam każdej osobie, która jest gotowa przeczytać dokument. Nie jest ona odpowiednia dla osób młodych, ponieważ większość z nich, nie będzie w stanie tej książki zrozumieć, a nawet przez nią przebrnąć. Ta pozycja jest doskonałym źródłem wiedzy, który przedstawia straszną, aczkolwiek prawdziwą prawdę, o której dopiero niedawno był w stanie dowiedzieć się świat. Jak mogę źle ocenić książkę, w której została opisane piekło wielu tysięcy ludzi? Podziwiam autora, za to, że dąży do poznania prawdy i dzięki niemu cały czas jest w stanie dowiedzieć się o zmarłych ludziach, których spotkała taka krzywda.  Myślę, że powinien się z nią zapoznać każdy prędzej czy później.

Moja ocena: 6/6

 Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak, za co serdecznie dziękuję!
Dalsza część recenzji

niedziela, 20 marca 2011

Intruz, Stephenie Meyer

Wydawnictwo: PUBLICAT
Data premiery: 14.11.2008r.
Liczba stron: 556

Stephenie Meyer jest jedną z najsławniejszych autorek dzisiejszych czasów, a wszystko za sprawą serii o wampirach pt. "Zmierzch". Zyskała fanów jak i wrogów na całym świecie, z czego ja zaliczam się do tej pierwszej grupy. Miałam wiele razy możliwość przeczytania Intruza, jednak coś mnie od tej książki odpychało. Myślałam: co może być ciekawego w pozycji, która mówi o pasożytach, mieszkających w ludzkim ciele? Po namowie koleżanki, wypożyczyłam tą książkę, przeczytałam i żałuję.... że sięgnęłam po nią dopiero teraz.

 "Intruz" opowiada o naszym świecie, który został zawładnięty przez obcych. Przejęli oni ludzkie ciała i zaczęli żyć w taki sposób jak my, tylko z taką różnicą, że na ziemi zapanował pokój, wszechobecna sielanka. Owi przybysze są wpuszczani w ciała ludzi i nie zostaje ślad po pierwotnym właścicielu ciała, jednak od reguły zawsze są wyjątki i tak było też w przypadku Melanie, która mimo schwytania i wszczepienia pasożyta, nie zniknęła. W jej ciele zaczęły istnieć dwie osoby: ona i Wagabunda. Z czasem wyrosła między nimi niewidzialna więź, która sprawiła, że Wagabunda zaczęła kochać mężczyznę swojego żywiciela i jej brata. Postanawiają wyruszyć na pustynie w poszukiwaniu dwóch osób, które kochają najbardziej na świecie.

 Książkę zaczęłam czytać z nieukrywaną niechęcią, byłam przekonana, że mi się nie spodoba, że cykl "Zmierzch" w dalszym ciągu będę uważała za najlepsze dzieło Stephenie Meyer. Po kilkudziesięciu stronach zdałam sobie sprawę, że coraz większą przyjemność sprawia mi czytanie i z coraz większym zapałem poznawałam przygody Wagabundy i Melanie. Od strony setnej akcja nabrała tempa, a ja z bijącym sercem przesuwałam wzrokiem po każdym kolejnym słowie.

 Stephenie Meyer nie zawiodła mnie. Jej książka była strasznie wciągająca, nie pozwoliła mi oderwać od siebie wzroku, mimo, że wiedziałam jakie mam obowiązki na głowie i nie mam czasu na czytanie. Koniec końców, rzuciłam wszystko co miałam zrobić, byle czytać dalej. Autorka napisała tą pozycję językiem bardzo bogatym  w różnorodne opisy. Bohaterowie zostali stworzeni w taki sposób, że czytelnik zaczynał darzyć ich sympatią, lub wręcz przeciwnie. Wszystko zostało tak dobrze opisane, że czułam się jakbym była częścią tej opowieści, a nie tylko czytelnikiem. Pióro Stephenie Meyer uległo poprawie i czyta się Intruza o wiele przyjemniej, niż cykl Zmierzch, w którym motyw wampirów stał się dla mnie strasznie nużący.

 Książka dotyczy ludzi i obcych, jednak osoba Melanie mnie irytowała, a większą sympatią zaczęłam darzyć Wagabundę, a przecież, to ona była oprawcą, nawet wbrew swojej woli! Płakałam, gdy cierpiała, obgryzałam paznokcie, gdy groziło jej niebezpieczeństwo. Wiele razy się wzruszyłam, a przez ostatnie sto stron łzy spływały mi ciurkiem po policzkach. Przez całą noc i przez cały ranek nie byłam w stanie otrząsnąć się spod wpływu tej książki. Było wiele momentów, w których byłam pewna co się stanie dalej, jednak opisane wydarzenia w dalszym ciągu mnie zadziwiały.

 Intruz nie jest pozycją jedynie o miłości. Mówi o nadziei, cierpieniu i przyjaźni. Pokazuje różnice między nami - ludźmi, a istotami z kosmosu, które wbrew pozorom są od nas lepsze, chociaż bez oporów zabierają życie ludziom. Czy książkę polecam? Jasne, że tak! I to każdemu, bez wyjątku. Odbiega od pozycji, które są pisane w dzisiejszych czasach. Jeszcze nigdy nie czytałam książki o takiej tematyce i jestem szczęśliwa, że przeczytałam Intruza, a jedyne czego żałuję, to tego, że tak późno zabrałam się za jego czytanie.
Moja ocena: 6/6
Dalsza część recenzji

Najpopularniejsze recenzje miesiąca

Blogger Template by Clairvo