środa, 31 sierpnia 2011

Czy trzeba bać się diabła? Henri Amet

Wydawnictwo:Promic
Data premiery: 8.05.2010r.
Liczba stron: 113

 Od książek religijnych zazwyczaj trzymam się z dala, bo mimo, że jestem katoliczką, nie odczuwam potrzeby ich czytania. Jednak tym razem coś się zmieniło i wyjęłam z półki poświęconej tej tematyce, niewielką książkę pt. „Czy trzeba bać się diabła?”, napisaną przez księdza egzorcystę. Zagadnienia dotyczące egzorcyzmów, złych duchów i demonów zawsze mnie interesowały, więc nic też dziwnego, że wkrótce książka autorstwa Henriego Amet, została przeze mnie wypożyczona.

 „Czy trzeba bać się diabła?” jest małą gabarytowo pozycją, która - o dziwo - nie straszy czytelnika szatanem, nie karze cały czas odmawiać modlitwy czy skrupulatnie uczestniczyć we mszach świętych. Nic z tych rzeczy. Henri Amet wyjaśnia czytelnikowi istotę egzorcyzmu. Pokazuje rolę, jaką pełni ksiądz egzorcysta, opisuje grupy osób, które zwracają się do niego o pomoc i odpowiada na najczęściej nurtujące pytania dotyczące tego tematu. W tej pozycji, znajdują się również fragmenty przywoływanych przez autora realnych przypadków, z którymi miał do czynienia przez cały czas, odkąd został mianowany egzorcystą. Są one jednak krótkimi streszczeniami, często mało fascynujących przypadków dolegliwości osób chorych psychicznie, które nie usatysfakcjonują nikogo, liczącego na przerażające opisy prawdziwych opętań. 

„To, że człowiek krzyczy, biega czy rzuca się na ziemię, nie musi koniecznie oznaczać, że jest opętany. To, że ktoś deklaruje bez wahania, że potrzebuje egzorcyzmu, nie oznacza, że należy mu wierzyć.”*

 Zanim sięgnęłam po tę książkę, miałam niekompletne wyobrażenie na temat roli, jaką pełnią egzorcyści. Wyobrażałam sobie ich, jako silnych psychicznie księży, który po potwierdzeniu obecności demonów, przy pomocy modlitw i wody święconej, pozbywają się złego ducha z ciała opętanej osoby. Jak się okazało, nie do końca na tym polega ich rola. Ich zadaniem jest wysłuchiwanie osób, które proszą o spotkanie. Doradzanie im, pocieszanie i modlenie się za nie. Tylko w wyjątkowych przypadkach, gdy zły duch faktycznie „zamieszkuje” ciało człowieka, za pomocą odpowiednich formuł i modlitw, nakazują mu je opuścić.

"Uprawianie magii, wzywanie diabła albo przekleństwa mogą, u osób przepełnionych nienawiścią czy pragnieniem szkodzenia, otworzyć drzwi złym duchom."**

 Nie jestem pewna swoich uczuć wobec tej książki i autora. Co prawda, moja wiedza na ten temat w pewien sposób się zwiększyła, jednak nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana. Liczyłam na coś bardziej szokującego, co da mi do myślenia. Więc na koniec nasuwa się pytanie, czy faktycznie należy bać się diabła? Według mnie, oczywiste jest, że tak, jednak w trakcie lektury nie zdołałam poznać odpowiedzi na to pytanie. 
Moja ocena: 3/6
* 84
** 37

11 komentarzy:

Każdy komentarz jest tu mile widziany. Podziel się ze mną i innymi czytelnikami swoimi przemyśleniami, opiniami czy nawet krytyką.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Dziewczyny z Hex Hall, Rachel Hawkins


Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 9.09.2010r.
Liczba stron: 303
 Posiadanie zdolności magicznych z pewnością było i jest marzeniem sporej grupy ludzi, do której można zaliczyć i mnie. Niestety, magia jest tak samo niesamowita jak i niedostępna dla zwykłych, niemagicznych osób, nazywanych przez autorkę Harrego Pottera „mugolami”. Mimo wszystko, każdy ma szansę poczuć siłę zaklęć i uroków za sprawą Rachel Hawkins, która dzięki swojej powieści „Dziewczyny z Hex Hall” przenosi czytelnika do świata, gdzie czarownice, zmiennokształtni, elfy, a nawet wampiry istnieją i egzystują w naszym otoczeniu. Jedną z takich istot jest Sophia, szesnastoletnia córka czarnoksiężnika, która po aż zanadto dobrym zaklęciu miłosnym, trafiła do Hex Hall – szkoły dla wszystkich nadprzyrodzonych istot, w których ujawniły się różnego rodzaju zdolności. Niestety. Życie w takim miejscu nie należy do najprostszych, zwłaszcza, gdy najpopularniejsze dziewczyny w szkole uprzykrzają Ci na każdym kroku życie, a Twoja najlepsza przyjaciółka, zostaje podejrzana o dokonywanie ataków na innych uczniach.

 Rachel Hawkins stworzyła powieść skierowaną głównie do młodzieży, szczególnie dziewczyn, więc nie zabraknie tu wątku miłosnego i intryg, które wraz z wciągającą fabułą oraz sporą dawką humoru, uniemożliwią czytelnikowi odczuwanie nudy. Język, jakim posłużyła się autorka jest prosty, lekki, a tym samym łatwo przyswajalny, dzięki czemu powieść czyta się jednym tchem. Kolejną zaletą jest narracja, prowadzona z punktu widzenia głównej bohaterki. Za jej sprawą, w łatwy sposób można zżyć się z Sophie, której postać przypadła mi najbardziej do gustu. Jest inteligentną, a zarazem tak normalną, pospolitą nastolatką, której od czasu do czasu zdarzy się powiedzieć coś głupiego, przez co często brana jest za świra.

 Autorka mogłaby powstrzymać się od wykreowania olśniewająco pięknej zołzy, która jest w związku z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, w którym podkochują się wszystkie uczennice wraz (co za niespodzianka) z główną bohaterką na czele. Działa to na niekorzyść książki, ponieważ tego typu wątek jest bardzo popularny w powieściach dla nastolatek, a co za tym idzie – jest już po prostu nudny i  przewidywalny. Na pierwszy rzut oka można dojść do wniosku, że nic prócz wojowania z Pannami Doskonałymi i wzdychania na widok piekielnie seksownego chłopaka się w książce nie dzieje, jednak nic bardziej mylnego! Autorka serwuje czytelnikowi coraz to nowe i dynamiczniejsze wątki, a nutka tajemnicy otaczająca historię rodziny głównej bohaterki i oczekiwanie na poznanie winnego sprawia, że nie można powstrzymać się od czytania. 

 "Dziewczyny z Hex Hill" wciągnęły mnie do ostatniej strony, dlatego kompletnie straciłam poczucie czasu. Jest to przyjemna lektura, która niestety pozostawia po sobie uczucie niedosytu. Na szczęście, nie ma problemu z dostępnością kolejnej części, dlatego powieść napisaną przez Rachel Hawkins mogę polecić każdej osobie, która lubi zaczytywać się w książkach dla nastolatek, przy których z łatwością można się odprężyć i na kilka godzin zapomnieć o zmartwieniach dnia codziennego.
Moja ocena: 5/6
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Otwarte, za co serdecznie dziękuję!

13 komentarzy:

Każdy komentarz jest tu mile widziany. Podziel się ze mną i innymi czytelnikami swoimi przemyśleniami, opiniami czy nawet krytyką.

sobota, 27 sierpnia 2011

Oko Jelenia, Andrzej Pilipiuk

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data premiery:
Liczba stron: 399

 Andrzej Pilipiuk jest pisarzem, o którym czytałam wiele pozytywnych opinii i zachęcona obietnicą kilkugodzinnej rozrywki na wysokim poziomie, zabrałam się za czytanie pierwszego tomu serii Oko Jelenia pt. „Droga do Nidaros”. Już od pierwszej strony zostałam dosłownie przyssana do stronic książki i z ogromnym zapałem, śledziłam dalszy rozwój wypadków. Niestety, nie trwało to długo i już wkrótce cały entuzjazm wyparował, a zastąpiło go znużenie.

 Marek jest nauczycielem informatyki pracującym w polskiej szkole. Tak naprawdę, to był nim do czasu, aż cały świat nie został zniszczony w wyniku deszczu meteorytów i silnego napromieniowania, jednak główny bohater stał się jednym ze „szczęściarzy”, którym udało się przeżyć zagładę ludzkości za sprawą kosmity Skrata, podróżującego po Wszechświecie i zbierającego dorobek różnych cywilizacji. Oprócz ludzi, których wykorzystuje jako swoich niewolników, uwłaszczył sobie cały budynek Biblioteki Narodowej wraz ze wszystkimi, znajdującymi się tam książkami. Główny bohater zostaje przeniesiony do przeszłości, gdzie po poinstruowaniu przez łasicę jest zmuszony wykonać pewne zadanie – musi odnaleźć Oko Jelenia i... przeżyć.

 Już od pierwszej strony powieść napisana przez Pilipiuka wydała mi się intrygująca i nietypowa, a z każdą kolejną przewróconą kartką, robiło się coraz dziwniej - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Pierwsze co mnie urzekło, to język jakim została napisana powieść. Jest on barwny, łatwo przyswajalny i mimo, że z początku nie brakuje w nim różnego rodzaju naukowych pojęć, to nawet niewykształcony czytelnik, bez trudu będzie w stanie zrozumieć o co w książce chodzi. Odbiorca za sprawą głównego bohatera jest w stanie poznać mentalność ludzi żyjących w epoce Średniowiecza i po porównaniu jej ze sposobem myślenia współczesnego człowieka, zauważa jak wielki nastąpił postęp, jak wiele się nauczyliśmy i nie mam tu na myśli jedynie różnicy w sposobie mówienia, chociaż autor poradził sobie z tą kwestią mistrzowsko!

  Potencjalny czytelnik nie ma co liczyć na szybką i porywającą akcję, która zbije go z nóg. Jest ona stosunkowo wolna i spokojna, przez co lektura może momentami nużyć. Mimo wszystko, największym minusem jest to, że w książce znajdziemy zbyt dużą ilość sztucznych elementów fabuły, które mogą zniechęcić czytelnika do dalszego czytania. Weźmy na przykład głównego bohatera, który uczył do tej pory w szkole informatyki, a jednak posiada rozległą wiedzę w każdej dziedzinie życia. Potrafi obliczyć szerokość geograficzną dzięki położeniu gwiazd, a takie wystruganie łyżki z drewna nie stanowi dla niego żadnego problemu. Istny człowiek renesansu. Na szczęście, nie wszystkie postacie są takimi ideałami i dzięki swojej wyrazistości, potrafią wzbudzić sympatię lub niechęć czytelnika.

 „Droga do Nidaros” jest powieścią fantastyczną, w której nie brakuje wątków historycznych, dzięki czemu, owa pozycja może przypaść szczególnie do gustu fanom historii. Napisana z humorem jest w stanie uprzyjemnić czas, jednak mimo wszystko, nie zdołała podbić mojego serca i momentami stawała się męcząca. Z tego powodu nie jestem do końca przekonana, czy w najbliższej przyszłości chcę sięgnąć po kolejny tom tej serii. Może kiedyś.
Moja ocena: 3/6

7 komentarzy:

Każdy komentarz jest tu mile widziany. Podziel się ze mną i innymi czytelnikami swoimi przemyśleniami, opiniami czy nawet krytyką.

Weekendowa promocja na Woblinku.


Tajne służby kapitalizmu to książka poświęcona służbom wywiadowczym firm i stosowanym przez nie metodom. Tytułowe tajne służby kapitalizmu to działy badań i marketingu dużych firm, a także pracujące dla nich firmy badawcze, agencje reklamowe i domy mediowe. To one zbierają i przetwarzają coraz cenniejsze informacje na nasz temat. W ich zbieraniu uciekają się do coraz bardziej wyrafinowanych metod, nierzadko przypominających te, którymi niecałe dwadzieścia lat temu posługiwały się służby specjalne PRL-u.
Stworzenie portretu klienta pozwala specom od marketingu dokładnie go sobie wyobrazić: jego język, motywacje zakupowe, ulubione gazety, stacje telewizyjne itp. Ważne jest wszystko: w jakiej dzielnicy mieszkamy, jakie mamy wykształcenie, jak często i gdzie robimy zakupy, czy mamy w domu zwierzęta i gdzie jeździmy na wakacje. Makarenko wyróżnił więc w książce trzy główne obszary zbierania informacji, strefy, w których jesteśmy obserwowani: dom, poza domem, pracę.

Tajne służby kapitalizmu. Skąd firmy tyle o nas wiedzą? to książka, która uświadamia nam, że inwigilacja może mieć różne oblicza.
Jeżeli zainteresował kogoś opis tej pozycji, to za sprawą portalu Woblink, ma możliwość pobrania e-booka za symboliczną złotówkę
Ale uwaga! Promocja trwa od 27.08 - 28.08.

0 komentarzy:

Każdy komentarz jest tu mile widziany. Podziel się ze mną i innymi czytelnikami swoimi przemyśleniami, opiniami czy nawet krytyką.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Książki Moja Miłość, Praca zbiorowa [e-book]

Wydawnictwo: e-bookowo
Data premiery: 23.04.2011r.
Liczba stron: 104
 „Książki Moja Miłość” jest zbiorem siedmiu opowiadań, napisanych przez zupełnie różne osoby, które łączy jedno: miłość i szacunek do książek. To właśnie te uczucia sprawiły, że powstała tego typu lektura w formie e-booka, którego można przeczytać zarówno na ekranie swojego komputera jak i komórki. Jego stworzenie, miało na celu uczczenie Światowego Dnia Książki, które przypada 23 kwietnia. I właśnie dzięki tej inicjatywie, zarówno ja jak i inne osoby, mają możliwość zapoznania się ze znajdującymi się tam utworami.

 Zazwyczaj rzadko sięgam po zbiory opowiadań, a zwłaszcza po te, napisane przez różnych autorów, ponieważ każda osoba ma inny sposob pisania, jednak przede wszystkim dlatego, że w antologiach nie znajdę długiej i rozbudowanej akcji, dzięki ktorej wciągnę się w opisywany świat na długie godziny. Z tego też powodu do czytania otrzymanej elektronicznej książki, podeszłam bardzo ostrożnie. Jak się okazało, bylo to zupełnie zbędne, ponieważ poznałam krótkie, aczkolwiek bardzo ciekawe i wciągające historie, które urozmaiciły mi czas wolny. 

  W pozycji "Książki Moja Miłość", czytelnik znajdzie zarówno opowiadania fantastyczne, obyczajowe oraz kryminalne. Prawie w każdym z nich, przeplata się motyw książki i jak można było się spodziewać, jedne utwory przypadły mi bardziej do gustu, aniżeli drugie. Sama nie wiem z czym jest to związane, ponieważ każda znajdująca się w książce historia napisana jest językiem lekkim i łatwo przyswajalnym, dzięki czemu tę pozycję czyta się w tempie ekspresowym.

 Opisywaną przeze mnie pracę zbiorową, mogę polecić tak na prawdę każdemu. Jest to sympatyczna lektura, w której można znaleźć lepsze i gorsze utwory. Zbiory opowiadań oprócz zalet, posiadają również wady, o części których wspomniałam wcześniej, jednak dzięki tego typu lekturze w łatwy, a zarazem przyjemny sposób możemy poznać naprawdę dobrego autora, który swoim piórem będzie w stanie nas oczarować. Dlatego jeżeli masz ochotę m.in. wraz z trzema kobietami odnaleźć seryjnego morderce, poznać losy zmarłej księżniczki lub poprostu pofilozofować na temat książek, jest to pozycja dla Ciebie!
Moja ocena: 5/6

P.S Jeżeli jesteś osobą, która nie przepada za książkami wydanymi w formie elektronicznej, możesz nabyć tą pozycję w formie papierowej, dzięki wydawnictwu Radwan.

E-booka otrzymałam od pani Agaty Wiśniewskiej, za co serdecznie dziękuję.

15 komentarzy:

Każdy komentarz jest tu mile widziany. Podziel się ze mną i innymi czytelnikami swoimi przemyśleniami, opiniami czy nawet krytyką.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Skrzydlaty posłaniec, Clive Woodal

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery:13.04.2007r.
Liczba stron: 304

 W krainie Birddom nastały mroczne czasy. Terror i grozę zaczęły budzić stada srok, które z każdym dniem, powoli unicestwiają kolejne gatunki żyjących tam ptaków. Mózgiem tej operacji jest przesiąknięty złem Slyekin oraz Traska, sadystyczny ptak, który budzi postrach w okolicy. Ostatnią nadzieją dla jeszcze żyjących stworzeń jest Kirrick, pięcioletni rudzik, któremu grozi ogromne niebezpieczeństwo. Jest bowiem, ostatnim przedstawicielem swojego gatunku i właśnie z tego powodu stał się niezwykle pożądaną ofiarą. Jednak mimo swojej drobnej budowy nie poddaje się tak łatwo oprawcom. Za sprawą mądrej sowy, postanowia wziąć udział w trzech długich wyprawach, które mają na celu przywołanie porządku i spokoju w jego rodzinnej krainie.

 Od pierwszej strony widać, że autor miał przygotowany konkretny plan tworząc tą książkę. Jest ona uporządkowana i dokładnie przemyślana. Bohaterowie występujący w powieści są bardzo wyraziści, dzięki czemu, czytelnik bez problemu może podzielić ich na dwie grupy: tych dobrych i tych złych. Przez całą lekturę kibicowałam drobnemu, aczkolwiek bardzo odważnemu ptaszkowi, jednak najbardziej w książce urzekł mnie sposób opisania ludzi, widzianych oczami mniejszych stworzeń, ptaków. Daje to do myślenia, bo może na prawdę jesteśmy bezdusznymi barbarzyńcami, którzy dla swojej wygody zabijają inne istoty. 

 Mimo, że jest to powieść dla dorosłych, w której nie brakuje brutalnych scen, to po kilkudziesięciu przeczytanych stronicach „Skrzydlatego posłańca” zaczęłam odczuwać nudę pomieszaną ze zmęczeniem. Te uczucia potęgowała świadomość wiedzy, w jaki sposób zakończy się ta historia. Jest to bowiem powieśc bardzo przewidywalna, która nie będzie w stanie w żaden sposób zaskoczyć czytelnika. Przez całą lekturę odpływałam gdzieś indziej myślami. Nie byłam w stanie się skupić na tekście, a przecież powinien mnie zainteresować i porwać w świat widziany z punktu widzenia ptaków.

 „Skrzydlaty posłaniec” jest książką, która z niewiadomych przyczyn do końca mnie denerwowała. Być może było to związane z naiwną narracją, jednak pewne jest to, że debiutancka powieść Clive Woodal nie spełniła w żadnym stopniu moich oczekiwań, a jedynie pozostawiła po sobie nutę goryczy pomieszanej z rozczarowaniem. Czytanie tej pozycji było ciekawym, choć bardzo nadszarpującym moje pokłady energii przeżyciem."Skrzydlaty posłaniec" miał ogromny potencjał, ktory niestety nie został w dużym stopniu wykorzystany, dlatego też, ten tytuł nie nadaje się dla wymagającego czytelnika, ktory czytając chce znaleźć w książce to coś.  
Moja ocena: 2/6 

*** 
 Jak częśc z Was zauważyła, dawno nie została przeze mnie wstawiona żadna recenzja. Jest to spowodowane tym, że obecnie przebywam u brata w UK, więc mój czas zapełniony jest zwiedzaniem nowego miejsca itp. Do Polski wracam wieczorem 22.08, więc po moim przylocie, blogowe życie będzie toczyło się normalnym rytmem :)

11 komentarzy:

Każdy komentarz jest tu mile widziany. Podziel się ze mną i innymi czytelnikami swoimi przemyśleniami, opiniami czy nawet krytyką.

Blogger Template by Clairvo