środa, 11 września 2013

Malarka słów, Laura Esquivel

 Malinalli została w młodym wieku zaprowadzona przez matkę na targ i tam też sprzedana. Od tamtego momentu zmieniała swoich właścicieli, aż trafiła w ręce dowódcy hiszpańskiej floty – Hernán’a Cortés’a. Siła, niemała inteligencja oraz przede wszystkim jej uroda nie umknęły jego uwadze, dlatego też wkrótce została nie tylko jego kochanką, ale także tłumaczką. Za jej sprawą rdzenni mieszkańcy Meksyku uwierzyli, że przybyli Hiszpanie są wcieleniem prawdziwych bogów, dlatego bez oporu się im poddawali, ułatwiając Europejczykom podbój tego kraju. Malinalli z początku wierzyła, że za sprawą pełnionej funkcji będzie w stanie uratować kulturę swojego ludu, jednak dopiero po czasie zorientowała się jak okrutnym i bezwzględnym człowiekiem jest Cortés. 

 „Jak to możliwe, że pierwszym słowem w języku nahuatl, jakiego zapragnął nauczyć się Cortés, było właśnie słowo „złoto”, a nie „kukurydza”?”*

 „Malarka słów” jest powieścią, która przenosi nas do zupełnie innego świata. Wykreowany przez pisarkę obraz podbojów Azteków przez Hiszpan, nie pozwala oderwać czytelnikowi wzroku znad lektury. Książkę Laury Esquivel porównałabym bez zastanowienia do baśni, ponieważ w jej wnętrzu czeka na czytelnika magiczna treść, wypełniona wierzeniami Indian prekolumbijskich, niepowtarzalnymi opisami przyrody oraz rysunkami, na których widnieją przedstawione sytuacje. Te wszystkie elementy stanowią jedną spójną i niesamowitą całość.

 Poprzednia powieść napisana przez Laurę Esquivel pt. „Przepiórki w płatkach róży” nie wywarła na mnie dobrego wrażenia. Na szczęście, podobnie negatywnych emocji nie odczuwałam w czasie lektury „Malarki słów”, ponieważ styl autorki okazał się być zupełnie inny, przystępniejszy, dzięki czemu książkę czytało się zadziwiająco łatwo, powiedziałabym nawet, że się ją wręcz pochłaniało. Wpływ na taki odbiór treści ma przede wszystkim zupełnie odmienna kreacja głównej bohaterki, która z miejsca zdobywa sympatię odbiorcy. Laura Esquivel wykonała kawał dobrej roboty przy tworzeniu postaci Malinalli, ponieważ udało jej się przedstawić zupełnie odmienną mentalność azteckiej dziewczyny i właśnie za sprawą tej inności, czytelnik zapoznaje się z jej dalszymi losami z rosnącą fascynacją.

 Laura Esquivel do napisania „Malarki słów” posłużyła się wieloma źródłami historycznymi i przy ich dogłębnej analizie była w stanie przedstawić w tak rzeczywisty sposób losy i wybory głównej bohaterki. Postać Malinalli do tej pory wzbudza wiele kontrowersji, zwłaszcza wśród ludności Meksyku. Opinie i oceny jej postępowania są różne, autorka nie chciała być jednak kolejną z wielu ją usprawiedliwiających czy oskarżających. Przy pomocy fikcji literackiej przedstawiła nam jedynie bliżej jej historię, a co za tym idzie – umożliwiła czytelnikowi w zupełnie inny sposób spojrzeć na wybory, których dokonała.

 Historia w szkołach jest na tyle okrojona, że o postaci Malinalli się nie wspomina. Podręczniki ograniczają się jedynie do krótkiej wzmianki na temat Hernán’a Cortés’a i jego ‘osiągnięcia’. Dzięki „Malarce słów” byłam jednak w stanie bliżej zapoznać się z historią podbicia cywilizacji Azteków oraz z niesamowicie intrygującymi wierzeniami tego plemienia. Powieść napisana przez Laurę Esquivel jest bez wątpienia pozycją wartą większej uwagi, dlatego mogę polecić ją każdemu, bez wyjątku.
*208
Ocena: 5/6
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 236

Data premiery: 17.07.2013r.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak, za co serdecznie dziękuję!
Dalsza część recenzji

wtorek, 10 września 2013

Dar duszy, Robert Schwartz

 Problemy, kłopoty i tragedie spotykają wszystkich, ale co jeśli sami się na nie zgodziliśmy?  Według Roberta Schwartza dusza każdego z nas przed urodzeniem zaplanowała sobie życie tu, na Ziemi. Nakreśliła plan, uwzględniając na swojej drodze różnego rodzaju tragedie: od śmierci kogoś bliskiego, po wypadek, kalectwo czy nawet gwałt. Czemu to miało służyć? Przede wszystkim, pokonaniu własnych słabości, zrozumieniu targających nami emocji i zdobyciu nowego doświadczenia. W tę teorię można wierzyć lub nie, jednak autor „Daru duszy” pragnie uświadomić czytelnikowi, że ten nie powinien przyjmować roli ofiary, ponieważ problemy, na które się natyka, mają o wiele głębszy sens. 

 „Dar duszy” jest książką nietypową, ponieważ ma nie tylko trochę większy format, niż te zwyczajowo wydawane publikacje, ale także traktuje o koncepcji, która zmienia całkowicie sposób patrzenia na świat i swoje życie. Jest ona również niezgodna z wiarą katolicką, chociażby ze względu na jej podstawowe fundamenty, na które składają się: reinkarnacja czy istnienie równoległych wymiarów. Zgodnie z koncepcją planowania przedurodzeniowego ludzkie dusze są częścią Boskości i przed każdym swoim pobytem na Ziemi kreśliły do danego wcielenia plan, bazujący na różnego rodzaju wyzwaniach.

 Publikacja napisana przez Roberta Schwartza szokuje oraz wzbudza niedowierzanie. Negatywne emocje względem niej mogą odczuwać przede wszystkim osoby poważnie poszkodowane przez los, a także chrześcijanie, którym wpajano zupełnie inne prawdy. Nie będę ukrywać, że z początku również niedowierzałam, bo jak to możliwe, aby ktoś z własnej nieprzymuszonej woli wybrał sobie życie w rodzinie patologicznej, albo wyraził zgodę na kalectwo, słabe zdrowie czy na przykład doświadczenie straty materialnej w postaci kradzieży? W trakcie lektury zaczęłam jednak przyjmować wyjaśnienia autora; miały one sens, ale żeby je zrozumieć i zaakceptować, należało spojrzeć na nie w inny sposób. Rozumem nie wszystko można ogarnąć, czasem trzeba polegać na swoim sercu oraz intuicji.

 „Dar duszy” jest lekturą, która inspiruje czytelnika, a także daje mu otuchę. Za jej sprawą odbiorca może porzucić dotychczasową rolę ofiary, wielce pokrzywdzonej przez los. W zamian za to, zacznie analizować nieprzyjemności, które do tej pory go spotkały i w dalszym ciągu spotykają. Zada sobie pytanie, jaką naukę dla niego przynoszą te wydarzenia. Być może inspirują do pomagania innym, albo pomagają docenić uczucie miłości czy też przyjaźni?

 W książce autorstwa Roberta Schwartza czytelnik będzie miał możliwość zaznajomić się z koncepcją planowania przedurodzeniowego, którą uwiarygodnić mają wypowiedzi medium oraz ich rozmowy z osobami, które doświadczyły jakiejś tragedii. W „Darze duszy” strony zostały podzielone w ten sposób, że odbiorca będzie mógł się zapoznać z konkretnymi problemami, zaczynając od poronienia, gwałtu, a nawet samobójstwa. Na łamach danej części zamieszczona została historia i przemyślenia osoby, która doświadczyła danej tragedii, opatrzona komentarzem autora oraz innych dusz, z którymi skontaktowało się medium. To przede wszystkim te części książki pozwalają spojrzeć na poszczególne problemy pod innym kątem, przynosząc osobom w podobnej sytuacji ulgę i pomoc w doświadczeniu Uzdrowienia.

 Ciekawym, choć najdziwniejszym dla mnie, elementem „Daru duszy” były strony poświęcone zwierzętom. Według autora oraz osób, które mają rozwiniętą zdolność komunikowania się z innymi bytami, także ich dusze przybierają na ziemi różne postacie i często, choć nie zawsze, towarzyszą ludziom i pomagają im w osiągnięciu Uzdrowienia. Tak jak wspomniałam, było to dla mnie dziwnym doświadczeniem, ponieważ w książce zamieszczone zostały ich rozmowy oraz przekazy zwierząt do dawnej właścicielki. Brzmi niewiarygodnie? I to bardzo, a co za tym idzie – wzbudzało to we mnie dość sprzeczne emocje.

 Podsumowując, „Dar duszy” jest ciekawą publikacją, z którą warto się bliżej zapoznać. Na łamach książki czytelnik będzie mógł zapoznać się z koncepcją planowania przedurodzeniowego, dlatego lektura tej publikacji pozwala inaczej spojrzeć na swoje życie, a przede wszystkim przynosi ulgę np. osobom, których krewni czy przyjaciele popełnili samobójstwo. Twór Roberta Schwartza czyta się szybko i łatwo, a odkrywanie przed danymi osobami ich przeszłych wcieleń oraz celów, które wyznaczyły sobie przed narodzeniem, jeszcze bardziej urozmaica lekturę tej pozycji. Czy polecam? Jak najbardziej! „Dar duszy” daje przede wszystkim nadzieję i wskazuje drogę, którą można wybrać, aby osiągnąć Uzdrowienie. Autor do niczego nie zmusza odbiorcy, nie mówi, jak ten ma żyć - zaznajamia go jedynie z tematem planowania przedurodzeniowego.
Ocena: 5/6
Wydawnictwo: Illuminatio
Liczba stron: 299
Data premiery: 12.07.2013r.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Illuminatio, za co serdecznie dziękuję!
Dalsza część recenzji

środa, 4 września 2013

Ojciec chrzestny, Mario Puzo

„Ojciec chrzestny” należy niezaprzeczalnie do klasyki gatunku, a nakręcony na podstawie powieści film okazał się być genialnym tworem, który zdobył sporą rzeszę fanów, w tym także mnie. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że książki są zazwyczaj o wiele lepsze od produkcji filmowych. Czy tak też było i w tym przypadku?

 Rodzina Corleone oficjalnie trudni się handlem oliwą, jednak w rzeczywistości do głównych zajęć zarobkowych należy m.in. hazard i lichwiarstwo. Na jej czele stoi Don Vito Corleone - poważny, nieznoszący sprzeciwu człowiek, którego przyjaźń jest bezcenna. Na jego pomoc może bowiem liczyć każdy bez wyjątku, jedynym warunkiem jest gotowość odwdzięczenia się rodzinie w dowolnym momencie. Co sprawia, że do Ojca Chrzestnego zwraca się tyle ludzi? Przede wszystkim jego dalekosiężne wpływy m. in. w policji, gazecie, a także i w rządzie. Kiedy Don Vito odrzuca propozycję uczestnictwa w narkotykowym biznesie, atmosfera w Nowym Jorku ulega zmianie, a następne wydarzenia zmuszają synów dona oraz wszystkich pracowników rodziny Corleone do udowodnienia swojej wartości. 

 Pierwszym elementem powieści, na który warto zwrócić przede wszystkim uwagę, jest wykorzystany przez autora język, który pozwala czytelnikowi z miejsca wczuć się w klimat mafijnej historii. Składają się na niego długie i rozbudowane opisy, umożliwiające dokładniejsze wyobrażenie sobie poszczególnych postaci oraz miejsc. Mario Puzo prowadził akcję w dość nietypowy sposób, tak różny od większości powieści, mianowicie: przedstawiał wydarzenia jakby od tyłu. Co to oznacza? Wpierw opisywał skutek, a następnie cofał się w przeszłość, omawiając przyczyny, motywacje i historie poszczególnych postaci. Taki sposób manewrowania piórem nie przypadnie każdemu do gustu, ponieważ wprowadza na łamy stron powieści sporo chaosu, do którego czytelnik przyzwyczaja się dopiero po pewnym czasie.

 Drugim najlepszym, nie licząc fabuły, elementem powieści są pojawiające się w „Ojcu chrzestnym” postacie. Mario Puzo musiał zadać sobie wiele trudu przy ich tworzeniu, ponieważ kreacja wszystkich bohaterów, nawet tych drugo i trzecioplanowych, wyszła mu wprost genialnie. Osobowości każdej z nich są bardzo różnorodne, a dobre i rzetelne opisy pozwalają na lepsze ich zrozumienie. Co za tym idzie, granice między dobrem a złem zostają w powieści praktycznie całkowicie zatarte, a czytelnik nie jest w stanie jednoznacznie ocenić ich postępowania. Z jednej strony wie on, że główni bohaterowie są częścią mafii i potrafią bez mrugnięcia oka pozbawić życia drugiego człowieka, a jednak nie tylko trzyma za nich kciuki, cieszy się z ich zwycięstw, a nawet ubolewa w przypadku potknięć czy doświadczonych przez nich porażek.

 „Są rzeczy, które trzeba zrobić, i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi. Nie próbuje się ich usprawiedliwić. Są nie do usprawiedliwienia. Po prostu się je robi. A potem o nich zapomina.”*

 Na „Ojca chrzestnego” składają się historie kilku bohaterów. W pierwszym kontakcie te opisy mogą wydawać się ze sobą niepowiązane, jednak kontynuując lekturę okazuje się, że ich obecność nie jest tak zupełnie przypadkowa. Mario Puzo zapoznaje czytelnika z bezlitosnym światem mafii oraz funkcjonowaniem jednej z takich rodzin, która pomimo przynależności do tego ciemnego światka w dalszym ciągu pozostaje wspólnotą i jej głównymi dewizami są: miłość, szacunek, i oczywiście dobre jedzenie.

 „Ojciec chrzestny” to powieść godna polecenia. Ciężko dopatrzeć się w niej wad, chociaż z niezrozumiałych dla mnie powodów, nie byłam w stanie zaznajomić się z przedstawionymi wydarzeniami jednego dnia. Opisywana historia momentami zdawała się mnie przytłaczać, dlatego byłam zmuszona zapoznawać się z nią partiami. Nie zmienia to faktu, iż napisana przez Mario Puzo książka całkowicie mnie oczarowała, odkrywając przede mną zupełnie inny, choć fascynujący świat, w którym za błędy trzeba płacić, bez względu na posiadane pieniądze czy status społeczny.
Ocena: 6/6
*158str.
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 478
Data premiery: 10.11.2007r.


Dalsza część recenzji
Blogger Template by Clairvo