sobota, 4 lutego 2012

Zakończenie konkursu

Witajcie,

 Dziękuję wszystkim za przesłane prace. Każdy z tekstów był wyjątkowy, ale niestety, mogą wygrać tylko dwie osoby - takie są reguły. Miałam niezwykle wielki problem z wybraniem najlepszej pracy, dlatego poprosiłam o pomoc mamę. Przejdę od razu do zwycięzców, bo podejrzewam, że właśnie ta kwestia najbardziej Was interesuje.


 1 miejsce: Scarlett, za swoją długą i wyczerpującą odpowiedź.
 2 miejsce: Dusia, która rozbudziła we mnie ciekawość, poznania historii Władcy Pierścieni z perspektywy Gandalfa. 

 Gratuluję dziewczyny! W przyszłym tygodniu wyślę do Was książki, dlatego wyślijcie mi e-mail z adresem, pod który mam przesłać nagrody. :)

 Wszystkim innym, dziękuję za udział w konkursie. Na poprawę humoru, mogę powiedzieć, że w planach mam kolejny konkurs, dlatego pojawi się następna szansa na wygranie darmowej książki. Jeszcze nie wiem, czy będzie opierał się na tej samej zasadzie: pytanie - odpowiedz, czy może lepiej poprosić zainteresowanych o zgłoszenie i losowo wybrać jednego zwycięzcę. A jak Wy sądzicie?

A oto nagrodzone prace:

 1. "Nerwowym ruchem wygładzałam brzeg sukienki. Nieswojo czułam się w tej suto marszczonej krynolinie. Był to jednak ukłon w stronę Scarlett, dla której z pewnością poniżej godności byłoby rozmawianie z kimś w jeansach. Wciąż się denerwowałam próbując ułożyć swoje ciało w ciasnym gorsecie. Wzięłam głęboki oddech, a raczej chciałam wziąć, ale kłopotliwa bielizna skutecznie mi to utrudniała.
Stałam przed drzwiami Scarlett O’hary i przebieram ze zdenerwowania nogami jak jakaś trzpiotka. Przecież ona nie może być taka przerażająca. Nie taki straszny diabeł jak go malują… Ta jasne, wmawiaj sobie.
Postanowiłam chociaż ten jedyny raz nie zachowywać się jak idiotka tylko niczym dorosła dziennikarka. Zrobiłam krok naprzód i uderzyłam mosiężną kołatką w kształcie lwiej głowy o drzwi. Lwia głowa… Ta kobieta nigdy nie miała gustu. Uderzyłam kołatką w drzwi trzy razy. Chciała dramatycznie – niech ma.
Drzwi ze zgrzytem się otworzyły. Stał przede mną kamerdyner ubrany w czarny frak i z wielce niezadowolonym wyrazem twarzy. Dlaczego wszyscy kamerdynerzy mają taką minę jakby ktoś im podstawił coś cuchnącego pod nos?
Kamerdyner odsunął się w bok bym mogła przejść. Powiedział – Pani Scarlett już czeka.
Kiwnęłam głową zbyt zdenerwowana by mówić. W lustrze naprzeciw drzwi wejściowych uchwyciłam swój widok. Miałam na sobie długą suknię, z dość sporym dekoltem, wykończoną białą koronką. Ów sukienka była koloru brzoskwiniowego koloru. Trzeba przyznać, że mimo iż była wyjątkowo niewygodna to wyglądałam w niej ładnie. W życiu nie miałabym tak wąskiej talii bez gorsetu, moja szyja wyglądała jak długa kolumna do nieba, a uroczy koczek z moich brązowych włosów sprawiał, że moją twarz okalały drobne loczki.
Gdy już przestałam się zachwycać nad moją niepojętą urodą – tia kogo ja oszukuje…? – zostałam poprowadzona przez naburmuszonego kamerdynera do pokoju Scarlett. Szłam powoli, bo bałam się, że mój ciężki chód uszkodzi idealną powierzchnię idealniej podłogi. Czułam się jak w muzeum.
W końcu kamerdyner otworzył jedne z licznych drzwi i gestem zaprosił do środka. Wzięłam głęboki wdech… a nie, nie mogłam… Niech szlag trafi tę sukienkę z gorsetem.
Scarlett siedziała przy biurku przeglądając jakieś dokumenty. Siedziała tyłem. Czarne lśniące włosy niczym skrzydła kruka spięła spinką nisko nad karkiem. W atłasowej brązowej sukience wyglądała bardzo dostojnie. Nie… Powiedzmy sobie szczerze, wyglądała jak stara matrona. Jak taka piękna kobieta mogła się tak oszpecić? Jej skóra nabierała niezdrowego, brudnego odcienia. Sukienka niezbyt ładnie układała się na jej ciele.
Odwróciła głowę do mnie. Zobaczyłam zmarszczki wokół jej kocio zielonych oczu. Twarz mimo że wciąż młoda to jednak ślad czasu był na niej mocno odciśnięty. Scarlett spojrzała na mnie, zlustrowała od góry do dołu. Dokładnie przyjrzała się mojej twarzy, popatrzyła w oczy, czułam jakby widziała wszystkie moje myśli, przewiercała mnie wzrokiem. Skrzywiła lekko swoje usta w pogardliwym grymasie. Zjechała oczami dalej, prześledziła moją sukienkę poszukując najmniejszego zagięcia. Ścisnęłam dłonie w pięści nagle zła na ten akt lekceważenia.
Scarlett podniosła się z krzesła. Godnym krokiem podeszła do mnie i wyciągnęła wypielęgnowaną dłoń – Witaj Caroline, miło mi cię widzieć. Jak się miewasz?
Słysząc jej władczy głos i wyzywającą postawę skuliłam się w sobie. Głupia. Nie możesz jej pokazać, że się boisz – Witam panią, wyśmienicie dziękuje, że pani pyta.
- Och moja śliczna, nie mów do mnie per pani. Nie jestem jeszcze taka stara.
No cóż mogłabym polemizować. Ale czasem lepiej ugryźć się w język.
- Chciałabym ci zadać kilka pytań jeśli nie masz nic przeciwko.
Dłoniom Scarlett wskazała mi otomanę w rogu i obie usiadłyśmy. Kobieta usiadła trochę dalej ode mnie. Jakbym nie była godna przy niej siedzieć. Hmm…
- Na jaki temat? Moja panno nie będę się uzewnętrzniać przed jakąś… - nie dokończyła by podkreślić jak nisko mnie ceni. Ale ja już miałam plan…
- Nic czego pani to znaczy ty nie będziesz chciała nie będzie opublikowanie. Jesteś wspomnieniem, legendom, chcesz przecież by historia twojego życia znów ożyła. Byłaś wzorem kobiety silnej, sprawmy byś stała się nim znowu – I kto powiedział, że nie potrafię być charyzmatyczna? Wiedziałam, że Scarlett jest próżna. Górnolotne tony zawsze jej się podobały.
Jej oczy nabrały trochę życia gdy usłyszała, że ktoś znów będzie ją doceniać – Pytaj – powiedziała krótko już wyobrażając sobie świetlaną przyszłość.
- Nie chce być wścibska, ale opowiesz mi o swoim życiu…
Przerwała mi – Owszem chcesz być wścibska i jesteś bezczelna, ale odpowiem na twoje pytania. Skończ to szybko, nie mam ochoty poświęcać ci tyle uwagi.
Wiedziałam już jedno – nie znoszę Scarlett O’hary.
- Czemu zakochałaś się w Asheleyu?
- Bo był niedostępny – odpowiedziała automatycznie. Widocznie dużo nad tym myślała.
- Tak po prostu?
- Tak.
- Nie masz nic więcej do powiedzenia na ten temat? – drążyłam temat.
- Nie – czarno widzę dalszy ciąg tego wywiadu.
- Więc idźmy dalej. Czy przed ślubem Reth budził w tobie ciepłe uczucia?
- Lubiłam go, a to więcej niż czułam do większości mężczyzn. Zawsze mieliśmy o czym rozmawiać. Tematy znajdowały się automatycznie. Lubiłam spędzać z nim czas – czuła się nieswojo gdy o tym opowiadała.
- Kiedy pokochałaś Retha?
Scarlett wydała z siebie głęboki jęk, jak ludzie na chwilę przed śmiercią. Mocno zacisnęła oczy jak gdyby chciała się uchronić przed natarczywymi obrazami. Wyglądała znów jak mała dziewczynka która myśli, że gdy zaciśnie oczy to nikt jej nie zobaczy. I nagle powiedziała zbolałym głosem:
- Nie, nie dam rady. Wybacz, ale nie potrafię – próbowała odzyskać resztki godności. Wyprostowała plecy i oddychała głęboko próbując powstrzymać się od płaczu. Wyjątkowo ohydną miała te sukienkę.
We mnie biły się dwie strony osobowości – z jednej strony chciałam być delikatna i ją pocieszyć. Z drugiej chciałam być zołzą i wykorzystać jej chwilową słabość. Zołza wygrała.
Położyłam dłoń na jej ramieniu i subtelnie powiedziałam – Rozumiem twój ból. Powiedz mi czego uczy twoja historia?
Może chociaż z tego sklecę jakąś jej wypowiedź…
Scarlett już wyciszona odrzuciła od siebie moją dłoń. Weź tu wspieraj kogoś. Zero wdzięczności.
Kobieta patrzyła w dal mówiąc idealnie wyważonym głosem – Moja historia uczy tego, że życie jest niczym bez miłości. Straciłam całą miłość mojego życia. I stałam się nikim. Ja nie żyję. Ja wegetuje. - Wstrząsnęła mną to otwarte zwierzenie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam zażenowana i było mi źle z tym, że chciałam ją wykorzystać, gdy ona odpowiada mi tak szczerze. Jestem podłym człowiekiem.  – Miłość to nie to samo co chęć posiadania. Pamiętaj o tym moja droga. Reth już nigdy do mnie nie wróci. Zostałam sama. A teraz wyjdź z łaski swojej.
Władczy ton jej głosu wstrząsnął mną. Poderwałam się do góry, Scarlett patrzyła na mnie jak na robaka. A ja jej współczułam…
Jednak nie potrafiłam zapomnieć o jej zwierzeniach, jej ostatnie zdania dogłębnie mną poruszyły. Będąc przy drzwiach do pokoju odwróciłam się i ujrzałam jak Scarlett stoi przy oknie i płacze. Nie była ani władcza, ani majestatyczna, ani despotyczna. Była skrzywdzoną kobietą. Ogromnie samotną i opuszczoną. Teraz z całą mocą ujrzałam, prawdę w słowach Scarlett „Ja nie żyję. Ja wegetuje.”
Nie podeszłam do niej. Nie byłam w stanie. Uciekłam jak zwykły tchórz. O ile spodziewałam się Scarlett dyktatorskiej o tyle nie spodziewałam się Scarlett zniszczonej. Nie potrafiłam jej pomóc.

To spotkanie wstrząsnęło mną dogłębnie. Słowa Scarlett wwierciły mi się w mózg i nie mogłam o nich zapomnieć. Prowadziły mnie przez życie jak latarnia morska majacząca się na morzu wśród mgły. Może uratują mnie przed jej losem… A może nie. Artykułu nie napisałam. Chcę by Panna O’hara była zapamiętana jako niepokonana. Wystarczy, że ja znam jej sekret. Wystarczy, że mnie on ciąży.
Gorsetu nigdy więcej nie założyłam. Cenię sobie możliwość oddychania.
Podejrzewam, że Scarlett już nigdy do nas nie wróci. Co poniektórzy znają jej historię jednak jest ona nieznana większości. To smutne. Ale dla tych co ją znają te dzieje będą przestrogą. Oby. "

 2. "Gdybym mogła, spotkałabym się z Gandalfem z "Władcy pierścieni". Szanuję go za mądrość, opanowanie, także za ogrom posiadanej wiedzy. Jest odważny i bez wątpienia waleczny.
Chciałabym poznać kilka sekretów, jak długo się szkolił, gdzie, poznać wady bycia czarodziejem, może nawet udałoby mi się namówić go, żeby nauczył mnie paru sztuczek (jak szybciej i efektywniej się uczyć, na przykład xD)? Nawet jeśli nie, poprosiłabym o zrelacjonowanie całej historii Pierścienia z jego punktu widzenia - Tolkien opowiadał wszystko oczyma hobbitów, którzy jednak nie wiedzieli wszystkiego. Tak wielki mędrzec na pewno wzbogaciłby historię.

Po spotkaniu, byłabym dużo mądrzejsza, zbliżyłabym się do ideału (matura nadchodzi...). Zdobyłabym to, na czym najbardziej mi zależy: wiedzę i dobrego znajomego. Przynajmniej taką mam nadzieję!".

10 komentarzy:

  1. Dziewczyny bardzo się postarały, gratulacje dla nich! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje dziewczyny! Teksty świetne :)

    A co do przyszłych konkursów, moim zdaniem lepiej na zasadzie pytanie-odpowiedź. :)

    pozdrawiam,
    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje :)
    Naprade zasłużyłyście sobie na nagrody :)

    Pozdrawiam,
    Pati.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! Może teraz jakieś losowanie dla odmiany....:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję! :)
    W pierwszej pracy zdarzyły się lekkie niedociągnięcia, ale bardzo ciekawie przedstawiona odpowiedź na pytanie konkursowe zdecydowanie zasłużyła na nagrodę.
    Co do następnego konkursu niestety nie pomogę. Myślę, że konkursy z pytaniami, są ciekawsze, ponieważ uczestnicy muszą się wykazać i na prawdę zasługują na nagrodę :). Tym razem jednak nie wzięłam udziału w tym konkursie, niestety wcześniej recenzji nie pisałam, a książek przeczytałam tak wiele, że ciężko wybrać jednego ulubionego bohatera, miałam z tym kłopot. Z drugiej zaś strony konkursy z losowaniem dają szansę każdemu, dlatego niestety nie mogę Ci doradzić,sama długo bym się zastanawiała :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje, świetne prace:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Lawenda - to prawda. Literówki i drobne błędy są zauważalne w pracach, ale wydaje mi się, że mimo wszystko, zasłużyły na nagrodę. :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest tu mile widziany. Podziel się ze mną i innymi czytelnikami swoimi przemyśleniami, opiniami czy nawet krytyką.

Blogger Template by Clairvo